Jak to się stało, że w kraju tak bogatym, spokojnym i liberalnym jak Kanada doszło do protestów, które skłoniły premiera Justina Trudeau do wprowadzenia stanu wyjątkowego? Szef rządu kanadyjskiego mówi, że musiał sięgnąć po nadzwyczajne środki, bo do stolicy zjechali się „niebezpieczni ekstremiści machający flagami ze swastyką". Na zdjęciach z centrum Ottawy trudno było w ostatnich dniach dostrzec flagi ze swastyką, było za to sporo kanadyjskich flag narodowych, którymi posługiwali się uczestnicy protestów. Owi „niebezpieczni ekstremiści", którzy zaparkowali kilkaset ciężarówek w centrum stolicy, to zawodowi kierowcy protestujący przeciwko wprowadzonemu przez rząd Trudeau nakazowi szczepień przeciwko Covid-19, dla spedytorów przekraczających granicę z USA. Ich protest nie miał jak dotąd gwałtownego charakteru ani nie niósł za sobą wandalizmu. Część mieszkańców Ottawy skarżyła się tylko na to, że demonstranci zbyt często używają klaksonów, a premier Trudeau na wszelki wypadek ewakuował się ze swojej rezydencji. Poza tym protest w Ottawie odbywał się dotychczas raczej w piknikowej atmosferze. Demonstranci postawili nawet dmuchane zamki do zabawy dla dzieci.
– To niepokojące widzieć jak protest zmienia się w jakiś karnawał, w trakcie którego pojawiają się dmuchane zamki, wanny i sauny – narzekał Jim Watson, burmistrz Ottawy.
Dużo bardziej niepokojące dla rządu mogło być jednak zablokowanie przez kierowców ciężarówek trzech ważnych przejść granicznych, w tym mostu Ambasadora, łączącego Detroit i miasto Windsor w stanie Ontario, przez który przepływa zwykle około 30 proc. wymiany handlowej pomiędzy USA i Kanadą. Kilkudniowa blokada mostu szybko zaczęła być odczuwalna w amerykańskich fabrykach motoryzacyjnych. Rząd USA naciskał więc na Kanadę, by usunęła demonstrantów z przejścia granicznego. Kanadyjska policja szybko sobie poradziła z protestującymi ,a premier Trudeau wykorzystał sytuację, by po raz pierwszy w historii Kanady uruchomić przepisy ustawy o sytuacjach nadzwyczajnych z 1988 r. Na jej mocy, rząd zaczął zamrażać konta, na których zbierano datki dla protestujących. Uzyskał również możliwość użycia wojska przeciwko demonstrantom, blokowania treści w mediach społecznościowych i obchodzenia praw obowiązujących w poszczególnych prowincjach Kanady. Czego się obawia Trudeau, skoro wytoczył tak wielkie działa przeciwko przedstawicielom jednej grupy zawodowej walczącym o zniesienie jednego przepisu?
Podgryzanie premiera
Na pierwszy rzut oka kwestia nakazu szczepień dla kierowców przekraczających granicę nie powinna wywoływać wielkich emocji. Wszak według Związku Kanadyjskich Kierowców Ciężarówek (CTA) „znaczna większość" pracowników sektora spedycyjnego w Kanadzie jest już zaszczepiona. Odsetek osób, które przyjęły co najmniej dwie dawki szczepionek jest w tej grupie zawodowej „bardzo zbliżony do odsetka dla całego społeczeństwa". 80 proc. Kanadyjczyków przyjęło już dwie dawki szczepionek, a dodatkowo 44 proc. zaszczepiło się dawką przypominającą. Kierowcy, którzy nie chcą się zaszczepić, stanowią grupę liczoną najwyżej w tysiącach, więc ich decyzja o niezaszczepieniu się teoretycznie nie powinna wpłynąć na przebieg pandemii w Kanadzie. Zwłaszcza że obecna fala zakażeń jest tam już w odwrocie. O ile w pierwszej połowie stycznia dzienna liczba wykrytych zakażeń dochodziła do 58 tys., to w połowie lutego spadła do 12 tys. Dzienna liczba zgonów na Covid-19 osiągnęła swój szczyt w styczniu, gdy doszła do 309, a w połowie lutego wynosiła 104. Sytuacja poprawiła się na tyle, że prowincja Ontario (w której leży Ottawa) przyspieszyła znoszenie restrykcji. Rezygnuje m.in. z paszportów szczepionkowych.
Zanim jednak zaczęto luzować w Kanadzie restrykcje pandemiczne, przyjmowały one często ostrą i absurdalną formę. W niektórych prowincjach osoby nieposiadające paszportów szczepionkowych nie były wpuszczane do sklepów wielkopowierzchniowych. Kanadyjczycy, podobnie jak wiele innych narodów, są już wyraźnie zmęczeni restrykcjami covidowymi. W niedawnym sondażu 56 proc. Kanadyjczyków opowiedziało się za natychmiastowym i całkowitym zniesieniem ograniczeń pandemicznych, choć jeszcze w grudniu podobny odsetek opowiadał się za wprowadzeniem w kraju lockdownu. Czyżby więc protest kierowców ośmielił Kanadyjczyków do sprzeciwiania się polityce pandemicznej? Na pewno covidowi sceptycy mogli poczuć, że nie są sami.
„Konwojowi przewodzili kierowcy ciężarówek, ale ich przekaz opozycji wobec życia pod kontrolą rządu ściągnął na mroźne ulice bardzo wielu ludzi, którzy byli dotychczas pozbawieni głosu i uznali, że mają dość bycia ignorowanymi" – napisała Rupa Subramanya, publicystka kanadyjskiego dziennika „National Post".
– To tylko radykalna mniejszość – przekonuje premier Trudeau. Ta „mniejszość" jest jednak mocno zaangażowana politycznie. W ciągu kilkunastu dni na portalu GoFundMe zebrała ponad 9 mln USD na wsparcie dla protestujących. Portal ten anulował zbiórkę i ogłosił, że konfiskuje pieniądze (potem zmuszony był zacząć oddawać je osobom, które je wpłaciły). To nie zniechęciło zwolenników Konwoju Wolności. W ciągu kilku dni wpłacili ponad 8 mln USD poprzez portal GiveSendGo. To prawda, że nieco ponad połowa z tej kwoty został przesłana przez osoby mieszkające w USA. Ale sumy wpłacone przez Kanadyjczyków i tak są większe od datków na mainstreamowe partie polityczne. Rządząca Partia Liberalna zebrała przez cały czwarty kwartał 3,7 mln USD.
Protesty niewątpliwie mocno uderzają w wizerunek premiera. W niedawnym sondażu Maru Public Opinion, aż 48 proc. Kanadyjczyków stwierdziło, że Justin Trudeau nie nadaje się na szefa rządu, a tylko 29 proc. uznało, że w ostatnich tygodniach zachowywał się on tak, jak premier powinien. Droga od załamania w sondażach do upadku rządu może być jednak bardzo długa. Wszak najbliższe wybory parlamentarne mają się odbyć dopiero w 2015 r. Do poprzednich doszło we wrześniu 2021 r. Partia Liberalna zdobyła w nich 32,6 proc. głosów, czyli mniej niż główny konkurent – Partia Konserwatywna (33,7 proc.), ale uzyskała 160 mandatów w Izbie Gmin na 338. Obecny gabinet Trudeau jest rządem mniejszościowym, który od czasu do czasu korzysta ze wsparcia mniejszych partii lewicowych. Konserwatyści, dysponujący 119 mandatami, raczej nie mają szans na konstruktywne wotum nieufności. Spadek popularności premiera może jednak ośmielić jego konkurentów partyjnych do działania.
– Trudeau doprowadził w zeszłym roku do wyborów, licząc na to, że zapewnią mu one większość. Nie udało mu się to, więc mówi się, że został on osłabiony. Teraz Mark Carney i minister finansów Chrystia Freeland są wymieniani jako kandydaci na jego następcę. Pojawiają się pogłoski, że premier może odejść jeszcze przed wyborami – twierdzi Tyler Kustra, wykładowca Uniwersytetu Nottingham, a wcześniej doradca parlamentu kanadyjskiego.
Wspomniany przez niego Mark Carney to oczywiście były prezes Banku Kanady i Banku Anglii. Skończył on karierę w bankowości centralnej prawie dwa lata temu i niedawno przypomniał o sobie opinią zamieszczoną w kanadyjskim dzienniku „Globe and Mail". Wzywał w niej do ostrej rozprawy z Konwojem Wolności i krytykował rząd za „zbyt miękką" postawę wobec demonstrantów. Powszechnie odebrano to za element pozycjonowania się w wyścigu o fotel premiera.
Ścieżka ożywienia
Choć wielu Kanadyjczyków narzeka na styl sprawowania władzy przez Justina Trudeau, to czy mają oni powody, by narzekać na sytuację gospodarczą?
Na pewno Kanada mierzy się obecnie z podobnym problemem jak większość świata, czyli z przyspieszającą inflacją. W styczniu inflacja konsumencka wyniosła tam 5,1 proc. i była najwyższa od ponad 30 lat. Tak jak w innych krajach, rząd zrzuca winę za inflację na czynniki zewnętrzne, a opozycja wskazuje na błędy rządu, przypominając, że Kanada posiada duże złoża surowców energetycznych, a to powinno hamować inflację.
– Największe podwyżki cen produktów konsumenckich dotyczą dóbr produkowanych w kraju – wskazuje Pierre Poilievre, polityk Partii Konserwatywnej.
Bank Kanady utrzymuje wciąż jednak główną stopę procentową na poziomie 0,25 proc., podczas gdy przed kryzysem pandemicznym dochodziła ona do 1,75 proc. Bardzo niska stopa procentowa podsyca wzrost cen nieruchomości. W grudniu wyniósł on 11,6 proc. rok do roku, a miejscowy rynek od dawna ma opinię przegrzanego. Analitycy spodziewają się więc, że Bank Kanady będzie w tym roku podnosił stopy procentowe. Sam on już zasygnalizował taki zamiar. Prognozy dla stóp procentowych w Kanadzie, zebrane przez agencję Bloomberga, sugerują, że na koniec roku główna stopa procentowa może tam wynosić od 1 proc. do 2 proc. Ścieżka zacieśniania polityki pieniężnej nadal jest więc bardzo niepewna.
Dane o kanadyjskim PKB za czwarty kwartał 2021 r. i za cały zeszły rok nie zostały jeszcze opublikowane. Mediana prognoz analityków, zebranych przez agencję Bloomberga, wskazuje jednak, że w 2021 r. PKB wzrósł o 4,6 proc., po spadku o 5,2 proc. w 2020 r. OECD szacuje, że kanadyjski PKB mógł wrócić na koniec zeszłego roku na poziom sprzed pandemii. Odrabianie strat przez gospodarkę było więc wolniejsze niż w USA czy w Polsce. Prognozy analityków dla PKB na 2022 r. wahają się natomiast od 3,4 proc. do 5,7 proc. wzrostu.
Rynek pracy już w dużym stopniu odzyskał siły po pandemii. O ile wiosną 2020 r. stopa bezrobocia zbliżała się do 14 proc., to w listopadzie i w grudniu 2021 r. wynosiła 6 proc., co było wynikiem zbliżonym do tego przed kryzysem. W styczniu skoczyła jednak do 6,5 proc., co było związane z nową falą restrykcji covidowych – tą samą, która sprowokowała protesty kierowców ciężarówek.
Można uznać, że gospodarka Kanady jest daleka zarówno od kryzysu jak i od boomu. Inflacja jest dosyć wysoka, ale niższa niż na przykład w USA. I jeśli Justin Trudeau nie będzie pogrążał się przesadnymi i niezręcznymi reakcjami na protesty kierowców, to wciąż ma szansę obronić swoje przywództwo w partii oraz fotel premiera.