Święta Bożego Narodzenia kojarzą się z domową i rodzinną atmosferą – i większość zarządzających spędza ten czas właśnie w taki sposób.
[srodtytul]Magiczna atmosfera[/srodtytul]
– Boże Narodzenie i Nowy Rok to niewątpliwie szczególny okres, który zawsze dedykuję swojej rodzinie. Staram się zrekompensować najbliższym czas, który w dużej części poświęcam obowiązkom zawodowym – mówi Józef Duda, prezes Patentusa.
– W moim przypadku to czas spotkania w prawie dwudziestoosobowym, wielopokoleniowym gronie, w naszym domu rodzinnym – mówi Małgorzata Iwanejko, prezes Boryszewa. – Najbardziej wyczekiwanym punktem programu jest oczywiście śpiewanie kolęd przy stole zastawionym wigilijnymi potrawami. Staramy się, aby był to faktycznie magiczny czas, pogodna atmosfera to kluczowa kwestia – dodaje.
Dla kierującej hutniczą grupą Alchemii Kariny Wściubiak-Hankó święta to przede wszystkim pora odpoczynku i słodkiego lenistwa. – To czas dla moich najbliższych, a także doskonała okazja do zaprezentowania swoich umiejętności kulinarnych, głównie wypieków świątecznych, na które czekają domownicy – mówi Wściubiak. Zaznacza jednak, że z drugiej strony końcówka roku w biznesie wiąże się także ze wzmożoną aktywnością zawodową.
Nie dla wszystkich. – Od 20 grudnia do Trzech Króli to w naszej branży, czyli produkcji papieru, martwy sezon – mówi Michał Jarczyński, prezes Arctic Paper. – W tym czasie staram się wyłączyć z aktywności zawodowej i cały czas poświęcić rodzinie. To także doskonały czas, by w spokoju zrobić sobie podsumowanie roku, co udało się, a co jest do zrealizowania w kolejnym.
Święta można też spędzić bardzo nietypowo. – Od bardzo wielu lat uprawiam aktywną turystykę motocyklową. W okresie świątecznym zazwyczaj staram się zorganizować wyprawę do ciepłych krajów. W tym roku będzie to wyprawa na Saharę – zdradza Jacek Taźbirek, prezes Energopolu-Południe. Ulubionymi celami takich ekspedycji są wyspy na Morzu Śródziemnym: Korsyka, Sardynia czy Sycylia, ale także chłodna Norwegia czy góry: Pireneje, Szwarcwald i Alpy.
[srodtytul]Na narty głównie w Alpy[/srodtytul]
Wybierając urlop zimą, zarządzający spółkami najchętniej jeżdżą na narty. Niekoniecznie do zagranicznych kurortów.– W tym roku będę w Zakopanem rozwijał swoją nową pasję, narciarstwo tourowe – mówi Tadeusz Nowicki, prezes Ergisu-Eurofilmsu. Ta dyscyplina polega na wędrowaniu szlakami, zamiast zjeżdżaniu po zatłoczonym stoku, po uprzednim odczekaniu w kolejce do wyciągu.
– Zimą wybieram Alpy, z gwarantowaną pogodą i śniegiem dla narciarzy – mówi Grzegorz Dołkowski, wiceprezes Drozapolu. – Z uwagi na zakres obowiązków nie mogę sobie pozwolić na ryzyko nieudanych wakacji ze względu na złą pogodę. Niestety, wcześniej kilka eksperymentalnych wyjazdów na narty w polskie czy słowackie góry skończyło się fiaskiem – tłumaczy.
– Na urlop zimowy co roku wyjeżdżam z rodziną na narty we włoskie Dolomity (Moena w dolinie Val di Fassa). Zazwyczaj jest to okres ferii szkolnych. Znam włoski, więc będąc w Dolomitach mam okazję porozmawiać trochę w tym języku – mówi Maciej Radziwiłł, prezes Trakcji Polskiej.– Jestem miłośniczką polskich Tatr, ale również Alp, a zwłaszcza Dolomitów, gdzie świetnie rozwinięta infrastruktura nie pozwala na chwilę nudy czy zniecierpliwienia – podkreśla Iwanejko.
[srodtytul]Polska czy tropiki?[/srodtytul]
Część prezesów na wypoczynek wyjeżdża przede wszystkim do ciepłych krajów.– Ze względu na sentyment do słońca i ciepłego klimatu staram się regularnie podróżować na południe, głównie do Hiszpanii, Portugalii i Egiptu – mówi Stanisław Wedler, prezes Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych.
– Staram się bywać za każdym razem w innym miejscu, ale tam, gdzie jest ciepło. Polecam Hiszpanię, Włochy, Stany Zjednoczone, ale także Kenię – mówi Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.
Prezes Duda preferuje wycieczki objazdowe. – Zazwyczaj dwutygodniowe, są doskonałym rozwiązaniem. Staram się racjonalnie podzielić czas wolny pomiędzy odpoczynkiem a poznawaniem nowych kultur, mentalności oraz tradycji. Nie mam ulubionej lokalizacji, bliskie mojemu sercu są zarówno kraje Orientu, jak i Okcydentu – mówi szef Patentusa.
– Znam menedżerów, którzy jeżdżą na wakacje za granicę, bo tak wypada. Uważają że podnosi to ich status społeczny. Telefonowałem niedawno do właściciela firmy, który powiedział, że jest na wakacjach. Zapytałem z grzeczności, gdzie. Usłyszałem, jak zwrócił się do osoby, która z nim była: „jak się ta wyspa nazywa?” – wspomina Dołkowski.Dobrze wypocząć można bowiem i w Polsce. – Ostatnio w krótkie weekendy, o każdej porze roku, odkrywam nasze morze, a zwłaszcza Sopot – twierdzi Blocher.
– Jako rodzice wybieramy miejsca interesujące dla małych dzieci. Wakacje spędzamy nad Bałtykiem, od pięciu lat jeździmy do Trzęsacza – to piękne okolice, z mnóstwem atrakcji dla najmłodszych, w dodatku tylko 2,5 godziny jazdy samochodem z domu – mówi Jarczyński.
Prezes Taźbirek na motocyklu mknie przez Bieszczady i Bory Tucholskie.Na brak wojaży w ciągu roku nie narzeka prezes Nowicki. – Mieszkam we Francji i w Polsce, zaś oprócz naszego kraju grupa Ergis ma zakłady produkcyjne w Niemczech. Dlatego z mojej perspektywy znacznie ważniejsze od tego, gdzie spędzam urlop, jest w jaki sposób go spędzam. Oczywiście aktywnie: preferuję żeglowanie, jeździectwo, zimą narty – wylicza Nowicki.
[srodtytul]Zawsze „pod komórką”[/srodtytul]
Wypoczynek wypoczynkiem, ale w dobie telefonii komórkowej i Internetu całkowite odcięcie się od spraw spółki wymagałoby schowania telefonu i laptopa na dno szuflady. Czy tak się dzieje?
– Urlop jest dla rodziny i dla mnie. Staram się jak najmniej uczestniczyć w tym czasie w działalności firmy. Codzienne dzwonienie i wysłuchiwanie raportów to zupełnie nie mój styl – twierdzi prezes Jarczyński. – Oczywiście o sprawach pilnych jestem informowany, pewnego razu w Egipcie podczas zwiedzania odebrałem ważny telefon i usiłowałem na czymś zapisać numery telefonów. Nic nie miałem pod ręką, więc chwyciłem jakiś kijek i zacząłem pisać na piasku.
– Nie uznaję wypoczynku polegającego tylko na nieobecności fizycznej w firmie – wtóruje Dołkowski. – Dla zdrowia psychicznego konieczne jest odcięcie się od codziennych obowiązków. Znam menedżerów, którzy w czasie wyjazdu ciągiem załatwiają telefonicznie po kilka „ważnych” spraw. Nie świadczy to najlepiej o poziomie organizacyjnym ich firm, a wypoczynek jest iluzoryczny. Są cały czas zestresowani.
– Myślę, że nikt, kto czuje prawdziwą odpowiedzialność za firmę, nie pozwala sobie na zniknięcie na parę tygodni – uważa prezes Nowicki. – W czasie wolnym nie zwalniam się z obowiązku interesowania się problemami firmy. Nie ma zatem mowy o blokowaniu komórki, dodatkowo przynajmniej raz dziennie monitoruję pocztę. Chcę, aby moi pracownicy wiedzieli, że zawsze mogą liczyć na moje wsparcie – mówi prezes Duda.Z naszych rozmów wynika, że zdarzały się sytuacje, iż menedżer musiał przerwać urlop i wrócić do firmy. – Raz w mojej karierze zdarzyło się coś takiego. Spędzałem urlop na Gibraltarze, oczywiście na motocyklu – wspomina Taźbirek.