Po ponad trzech tygodniach wyborczego odrętwienia indeks naszych największych spółek zdaje się szykować do podjęcia trzeciej próby testowania dołków leżących niewiele powyżej 2000 punktów. Do czasu powołania rządu i ujawnienia szczegółów jego programu gospodarczego trudno liczyć na przełom. Wałkowanie przez polityków dobrze już znanych, choć wciąż mało konkretnych kwestii opodatkowania banków i sieci handlowych i dodawanie nowych pomysłów ożywiania gospodarki pieniędzmi banku centralnego i obniżkami stóp procentowych najwyraźniej nadwerężyło cierpliwość inwestorów. O ile z punktu widzenia rodzimych graczy WIG20 wciąż jeszcze znajduje się w obszarze kilkuletniego trendu bocznego, o tyle spojrzenie na indeks po przeliczeniu na dolary nie pozostawia żadnych wątpliwości. Nie widać najmniejszych powodów, by zagraniczny kapitał miał się zainteresować akcjami naszych banków, spółek surowcowych czy koncernów energetycznych. Dla przykładu, w październiku kursy walorów RWE i EON zyskały po 25–30 proc. W tym czasie papiery PGE poszły w górę o 3 proc., a akcje Tauronu spadły o 9 proc.