Reklama

Rosną wielkość zapisów i liczba inwestorów

Rośnie liczba inwestorów biorących udział w publicznych emisjach obligacji, ale jeszcze bardziej zwiększa się wartość zapisów.

Publikacja: 20.05.2016 11:00

Wybrane publiczne emisje obligacji z lat 2013–2016

Wybrane publiczne emisje obligacji z lat 2013–2016

Foto: GG Parkiet

Zgodnie z intuicją obligacje korporacyjne są inwestycjami raczej dla inwestorów myślących o ochronie kapitału, a więc też z definicji – posiadających środki warte ochrony. Ostatnie emisje publiczne potwierdzają tę regułę.

Liczba inwestorów

Wszyscy emitenci, którzy w przeszłości przeprowadzali emisje obligacji, zanotowali wzrost liczby inwestorów składających zapisy w ostatnich ofertach (tj. przeprowadzonych w 2016 r.), choć nie wszędzie był to wzrost spektakularny. W przypadku Alior Banku, który w tym roku zadebiutował z emisjami publicznymi, materiałem porównawczym mogą być – podobne w skali – emisje PKN Orlen z 2013 i 2014 r. Przy czym to emisja z 2013 r. ma większe znaczenie, była bowiem pierwszą z sześciu, które Orlen zdecydował się przeprowadzić, a emisje startowe często – jak to z nowościami rynkowymi bywa – przyciągają największą liczbę inwestorów. W przypadku Orlenu emisje znikały szybko i efekt wow! (2 tys. inwestorów) udało się osiągnąć w drugiej emisji publicznej, ale to już historia. Na razie odnotujmy, że w pierwszej emisji Alior Banku wzięło udział ponad dwa razy więcej inwestorów niż w emisji Orlenu, choć to Orlen wydał na promocję pierwszych publicznych emisji obligacji 2,5 mln zł.

Pod względem przyrostu liczby inwestorów najbardziej spektakularnie prezentuje się Kruk, który niemal potroił ich liczbę, ale – co nie jest bez znaczenia – powiększył grono oferujących obligacje o DM PKO BP, który wyrasta w ostatnich tygodniach na prawdziwie wszechmogący dom maklerski – we wszystkich emisjach, które bierze pod skrzydła, zakończenie zapisów następowało zaraz po ich rozpoczęciu.

Wartość zapisów

Czynnikiem bardziej frapującym jest wielkość składanych zapisów. Nawet nie skupiając się na samych zmianach – od razu widać, że przy średniej dla przedstawionej próby (188 tys. zł) o powodzeniu ofert decydują raczej inwestorzy majętni. Ocenę nieco utrudnia fakt, że emisje obligacji nie są dzielone na transze i mogli w nich brać udział inwestorzy instytucjonalni, nie wiadomo zaś, w jakim stopniu wpływali oni na losy emisji. Dość powiedzieć, że w przypadku emisji Orlenu, w których inwestorzy instytucjonalni nie mogli bezpośrednio brać udziału, nawet 1/3 serii odnajdowała się później w portfelach funduszy inwestycyjnych. O tym, czy podobnie było w przypadku ostatnich emisji publicznych, przekonamy się dopiero po publikacji raportów półrocznych przez TFI i OFE.

Stosując zasadę Pareto, możemy szacować, że wartość 80 proc. złożonych zapisów opłaciło 20 proc. największych inwestorów, co dawałoby średni zapis w tej grupie w okolicach 0,75 mln zł, czasem osiągając grubo powyżej 1 mln zł (Alior, PKN Orlen). Trudno jednak wyciągać daleko idące wnioski na podstawie „wymyślonych" danych.

Reklama
Reklama

Interesujący jest jednak sam wzrost wartości średniego zapisu na przestrzeni ostatnich dwóch, trzech lat, bo logika kazałaby doszukiwać się tendencji odwrotnych. Skoro bowiem odeszliśmy od emisji prywatnych oferowanych klientom private bankingu, do emisji publicznych, gdzie zapis można składać, nawet dysponując jednym banknotem z królem Jagiełłą, a tym samym krąg zainteresowanych rozszerzył się, należałoby oczekiwać spadku wartości średniego zapisu.

Skoro jednak nie obserwujemy (jeszcze?) tego zjawiska, należy przyjąć, że zyskami rzędu 5 proc. interesują się głównie ludzie majętni, którym nie jest wszystko jedno, czy od swojego kapitału dostaną rocznie 1 tys. zł (w banku), czy 5 tys. zł (przy kwocie 100 tys. zł inwestycji) odsetek.

Z tego zaś płynie wniosek, że prawdziwy boom na rynku obligacji korporacyjnych, rozumiany jako powiększenie liczby inwestorów o rząd wielkości, jest jeszcze daleko przed nami.

Emisje | Będzie więcej ofert przez podatek?

Popularność publicznych emisji obligacji ma szansę wzrosnąć, przynajmniej wśród firm obecnych już na rynku kapitałowym, m.in. z powodu wyższych wymagań zgłaszanych przez banki wobec przedsiębiorstw. Według ostatnich wyników ankiety przeprowadzanej przez Narodowy Bank Polski wśród banków wzrost marż kredytowych zgłosiło 30 proc. banków netto, co jest o tyle istotne, że wcześniej przez szereg kwartałów banki obniżały marże, co przekładało się później także na spadek kuponów od obligacji. Wzrost oczekiwanych marż kredytowych należy wiązać z podatkiem bankowym, który de facto jest podatkiem od udzielonych kredytów. Banki postawiły też zwiększone wymagania względem zabezpieczenia kredytów, czego już podatkiem bankowym wprost wytłumaczyć nie można.

Rynek kredytowy splata się z rynkiem obligacji, więc jest kwestią czasu, gdy presję na wzrost marż zaobserwujemy także na tym rynku. Być może z nią właśnie należy wiązać zamknięcie tylko połowy ostatniej emisji Kruka oferowanej inwestorom instytucjonalnym. Kto nie chce podnosić kuponów i zabezpieczeń, może oferować obligacje w emisjach publicznych i jak przekonują tegoroczne oferty – na frekwencji detalicznych inwestorów się nie zawiedzie.

Parkiet PLUS
Wzmocnić Ogólnoeuropejski Indywidualny Produkt Emerytalny
Parkiet PLUS
Mimo wzrostu płac Polacy zmniejszają świąteczne wydatki i biorą kredyty
Parkiet PLUS
Kluczowe rynkowe trendy 2025 r., które będą rzutować na 2026 r.
Parkiet PLUS
Mikołajkowy prezent dla kredytobiorców od RPP. Ale nie dla deponentów
Parkiet PLUS
Czy polskie społeczeństwo w sferze finansowej postępuje uczciwie?
Parkiet PLUS
Inwestorzy nie boją się o obligacje deweloperów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama