Zgodnie z intuicją obligacje korporacyjne są inwestycjami raczej dla inwestorów myślących o ochronie kapitału, a więc też z definicji – posiadających środki warte ochrony. Ostatnie emisje publiczne potwierdzają tę regułę.
Liczba inwestorów
Wszyscy emitenci, którzy w przeszłości przeprowadzali emisje obligacji, zanotowali wzrost liczby inwestorów składających zapisy w ostatnich ofertach (tj. przeprowadzonych w 2016 r.), choć nie wszędzie był to wzrost spektakularny. W przypadku Alior Banku, który w tym roku zadebiutował z emisjami publicznymi, materiałem porównawczym mogą być – podobne w skali – emisje PKN Orlen z 2013 i 2014 r. Przy czym to emisja z 2013 r. ma większe znaczenie, była bowiem pierwszą z sześciu, które Orlen zdecydował się przeprowadzić, a emisje startowe często – jak to z nowościami rynkowymi bywa – przyciągają największą liczbę inwestorów. W przypadku Orlenu emisje znikały szybko i efekt wow! (2 tys. inwestorów) udało się osiągnąć w drugiej emisji publicznej, ale to już historia. Na razie odnotujmy, że w pierwszej emisji Alior Banku wzięło udział ponad dwa razy więcej inwestorów niż w emisji Orlenu, choć to Orlen wydał na promocję pierwszych publicznych emisji obligacji 2,5 mln zł.
Pod względem przyrostu liczby inwestorów najbardziej spektakularnie prezentuje się Kruk, który niemal potroił ich liczbę, ale – co nie jest bez znaczenia – powiększył grono oferujących obligacje o DM PKO BP, który wyrasta w ostatnich tygodniach na prawdziwie wszechmogący dom maklerski – we wszystkich emisjach, które bierze pod skrzydła, zakończenie zapisów następowało zaraz po ich rozpoczęciu.
Wartość zapisów
Czynnikiem bardziej frapującym jest wielkość składanych zapisów. Nawet nie skupiając się na samych zmianach – od razu widać, że przy średniej dla przedstawionej próby (188 tys. zł) o powodzeniu ofert decydują raczej inwestorzy majętni. Ocenę nieco utrudnia fakt, że emisje obligacji nie są dzielone na transze i mogli w nich brać udział inwestorzy instytucjonalni, nie wiadomo zaś, w jakim stopniu wpływali oni na losy emisji. Dość powiedzieć, że w przypadku emisji Orlenu, w których inwestorzy instytucjonalni nie mogli bezpośrednio brać udziału, nawet 1/3 serii odnajdowała się później w portfelach funduszy inwestycyjnych. O tym, czy podobnie było w przypadku ostatnich emisji publicznych, przekonamy się dopiero po publikacji raportów półrocznych przez TFI i OFE.
Stosując zasadę Pareto, możemy szacować, że wartość 80 proc. złożonych zapisów opłaciło 20 proc. największych inwestorów, co dawałoby średni zapis w tej grupie w okolicach 0,75 mln zł, czasem osiągając grubo powyżej 1 mln zł (Alior, PKN Orlen). Trudno jednak wyciągać daleko idące wnioski na podstawie „wymyślonych" danych.