W ostatnim czasie pojawiło się kilka sygnałów budzących podejrzenia, że może osuwamy się ze ścieżki solidnego wzrostu gospodarczego. Słabe dane o produkcji i sprzedaży detalicznej w maju, wzmocnione przez negatywne wrażenie po brytyjskim referendum, mogły sugerować, że słaby I kwartał – kiedy wzrost PKB wyniósł „tylko" 3 proc. – był preludium dłuższego trendu.
Wedle mojego rozeznania na pesymizm jest jeszcze za wcześnie. Wzrost PKB w przedziale 3–3,5 proc. powinien być osiągalny w krótkookresowej perspektywie, a negatywne szoki uderzające w gospodarkę wciąż nie są na tyle silne, by wybić ją ze stabilnej ścieżki, na jakiej znajduje się od trzech lat. Więcej chmur widać dopiero w perspektywie średniookresowej, czyli dwu-, trzyletniej.