Prezydent Emmanuel Macron mówił zaś niedawno o konieczności stworzenia armii europejskiej, która chroniłaby UE również przed... USA. (Pomysł ten zyskał poparcie niemieckiej kanclerz Angeli Merkel i rosyjskiego prezydenta Władimira Putina i zarazem wywołał spory zgrzyt w relacjach Francji z USA). Skąd u francuskich decydentów taki nagły przypływ „imperialnej retoryki"? Retoryka ta zbiegła się akurat z osłabieniem pozycji niemieckiej kanclerz Angeli Merkel.
Macron pozycjonuje się w ten sposób jako prawdziwy przywódca Europy. Francja może być też zaniepokojona polityką administracji Trumpa: sankcjami przeciwko Iranowi (do których musiały się zastosować też francuskie firmy), zaostrzeniem relacji między USA a Rosją (Macron stara się akurat ocieplać relacje z Putinem), amerykańskimi naciskami w sprawie wzrostu wydatków wojskowych i groźbą konfliktów handlowych. Ponadto Francja dostrzega, że strefa euro nie jest przygotowana na kolejny kryzys. Le Maire, snując wizję Europy jako imperium, jednocześnie narzekał na to, że strefa euro nie zdołała nawet wypracować procedur, które można by odpowiednio szybko wykorzystać, by walczyć z kryzysami.