Złotowe wyniosły 896,6 mld zł. Wartość oszczędności w euro wyniosła 64,4 mld zł, a w innych walutach – 57,4 mld zł. Popularność europejskiej waluty jest zatem większa niż przez lata podstawy i bezpiecznej przystani Polaków – dolara. Generalnie natomiast popularność walut można przypisać chęci zabezpieczenia się w dobie pandemii. Tym bardziej że podobnie jak w przypadku depozytów złotowych gros stanowią bieżące. Oszczędności walutowe osiągnęły rekordowy udział w depozytach Polaków, stanowiąc niemal 12 proc. A wszystko dzieje się przy niewielkim oprocentowaniu lokat walutowych. W przypadku euro liderem jest Getin Bank. Zostawiając w nim minimum 100 euro na 12 miesięcy, mamy szansę na odsetki w wysokości 0,5 proc. w skali roku. Na sześć miesięcy wynoszą one 0,4 proc., a na trzy miesiące – 0,3 proc. Dolary najlepiej lokować na 12 miesięcy w Getin Banku lub w BOŚ Banku – po 0,5 proc. Funty brytyjskie również na 12 miesięcy – w BOŚ Banku bądź w mBanku, po 0,6 proc.

Natomiast w przypadku franków szwajcarskich trudno mówić o lokowaniu: 0,1 proc. na dwa i trzy lata w BOŚ Banku; na sześć i 12 miesięcy – zaledwie 0,05 proc. Lokaty walutowe i tak przynoszą mniejsze realne straty niż złotowe. Według Komisji Europejskiej inflacja w strefie euro ma w tym roku wynieść tylko 0,3 proc., a od września mamy do czynienia z deflacją wynoszącą 0,3 proc. Gorzej jest w USA – tam inflacja roczna wyniosła w grudniu ub.r. 1,4 proc. W Wielkiej Brytanii było to w grudniu 0,6 proc., a w Szwajcarii w styczniu 0,1 proc., po tym jak przez większą część roku w kraju tym ceny albo nie zmieniały się, albo spadały. Nawet minimalne oprocentowanie pozwala na osiągnięcie realnego zysku.