Sytuacja wokół Iranu, a w zasadzie sytuacja na rynku ropy i gazu, pozostanie głównym czynnikiem determinującym nastroje na giełdach. I to zarówno, gdy wojna będzie się przedłużała, jak i wtedy, gdyby się zakończyła. A może się zakończyć w każdej chwili. Nie tyle dlatego, że od kilku dni obiecuje to prezydent Donald Trump. Przede wszystkim dlatego, że tak naprawdę nikt nie wie, o co w tej wojnie Amerykanom chodzi i jakie są jej cele strategiczne. Stąd wierząc w politykę TACO i widząc jak dużo traci administracja Trumpa na tej wojnie, dość łatwo sobie wyobrazić, że prezydent USA w każdej chwili może ogłosić osiągnięcie celów strategicznych i zakończyć atak na Iran.

Rynki akcji, jakkolwiek myliły się najpierw w ocenie prawdopodobieństwa ataku Izraela i USA na Iran, a później w ocenie długości trwania tych ataków (i siły odwetu Iranu), to najwyraźniej mocno wierzą w politykę TACO. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie, patrząc na zachowanie europejskich i amerykańskich giełd w marcu. Szczególnie, jeżeli zestawić to z paniką na rynku ropy. Owszem na początku marca było trochę paniki, ale później zaczęła przeważać nadzieja na koniec wojny.

Doskonale to obrazuje sesja na GPW 9 marca. Tego dnia indeks WIG20, krótko po starcie notowań, spadł do 3182,92 pkt. i wyzerował cały swój tegoroczny wzrost, przy okazji wybijając się jeszcze poniżej wsparcia w okolicy 3250 pkt. Nie wywołało to jednak paniki na giełdzie. Wręcz przeciwnie. Pojawił się popyt na przecenione akcje, a indeks dużych spółek wrócił powyżej 3250 pkt. Następne dni to w zasadzie było czekanie na pojawienie się jakichś sygnałów, które kończyłyby całą „wojenną korektę”. Bo póki co marcowe spadki wyglądają jak korekta.

Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia na giełdzie we Frankfurcie. Niemiecki DAX panicznie zareagował na atak na Iran i wywołane tym mocne wzrosty cen ropy i gazu. Tyle tylko, że po spadku w rejon 23000 pkt., skąd indeks już 4-krotnie zawracał w górę w ciągu ostatnich 10 miesięcy, teraz zawrócił po raz piąty. Czy to była skuteczna obrona wsparcia przekonamy się najpewniej jeszcze w marcu. Na tę chwilę wygląda, że tak.

Trochę mniej jednoznacznie prezentuje się sytuacja na amerykańskim rynku akcji, gdzie wprawdzie Nasdaq powiela opisane wyżej schematy zachowań, broniąc wsparć i czekając na pojawienie się nowych impulsów do kupna. Ale już Średnia Przemysłowa zaliczyła solidną korektę, łamiąc 11-miesięczną przyspieszoną linię trendu wzrostowego, co grozi dalszymi spadkami. Jedyne co przemawia na korzyść posiadaczy akcji to fakt, że listopadowy dołek na DJIA wciąż nie został przełamany. A to jest ten sam dołek, który broniony jest przez Nasdaq i który wciąż pozostaje kluczowym wsparciem dla indeksu S&P500. Dlatego chyba można przyjąć optymistyczną wersję giełdowej historii, w której spadki wywołane wojną na Bliskim Wschodzie dalej są umiarkowane, a rynek póki co dalej wierzy w kontynuację hossy. Tyle tylko, że na wzrosty nie pozwala mu droga ropa. I tylko ona.