Atak sił amerykańskich i izraelskich na Iran przełożył się na wzrost cen ropy, obawy o powrót inflacji, wahania rentowności obligacji, oraz spadki cen akcji.

Przez ostatni tydzień (licząc na koniec wtorku) indeksy akcji polskich, europejskich, czy z rynków wschodzących straciły około 6-7 proc. Dalej są wyżej, niż na początku roku. W granicach 2 proc. potaniały akcje amerykańskie, które korektę przechodzą od kilku miesięcy. Przełożenie na rynek obligacji było niewielkie. Rentowności obligacji 10-letnich USA, Niemiec, czy Polski lekko wzrosły, ale nadal są poniżej poziomów z początku roku. Dolar podrożał o 1,3 proc. do koszyka walut i o 3,3 proc. do złotego. Złoto na chwilę zbliżyło się do rekordów z końca stycznia, jednak później taniało i skończyło tydzień spadkiem o 1 proc. Największy efekt obserwowaliśmy na surowcach energetycznych. W perspektywie siedmiu dni ropa jest droższa o kilkanaście dolarów za baryłkę, czyli 15 proc., a cena gazu TTF w Europie wystrzeliła o 74 proc.

Stłumiona reakcja inwestorów, poza rynkiem energii, może się brać z kilku źródeł. Po pierwsze, światowa gospodarka jest dziś oparta na usługach i coraz bardziej cyfrowa. Szoki na rynku ropy wpływają na nią mniej, niż kilkadziesiąt lat temu. Szacuje się, że wzrost cen ropy o 10 dolarów za baryłkę podnosi inflację na świecie o około 0,2 proc. i obniża globalne PKB o około 0,1 proc. Można tu przytoczyć badanie opublikowane przez Fed, z wyliczeniami dla Kanady, Wielkiej Brytanii i krajów strefy euro na danych z lat 2000-2022. Wzrost cen ropy o 10 dolarów zwiększał inflację po 2 latach o średnio 0,1 proc. dla wskaźnika bazowego, o 0,3 proc. dla cen żywności i 1,6 proc. dla cen energii.

Kolejnym powodem relatywnego spokoju na giełdzie jest oczekiwanie, że sytuacja się szybko uspokoi. Działania izraelskie i amerykańskie z czerwca ubiegłego roku doprowadziły do zawieszenia broni po niespełna dwóch tygodniach. Presja na Iran jest silna, bowiem zakłócenia w transporcie ropy uderzają w przychody z jej eksportu, które są głównym źródłem finansowania reżimu. Ciężko stwierdzić, która strona konfliktu bardziej traci na zamknięciu cieśniny Ormuz, przez którą codziennie przepływa 20 proc. światowego zapotrzebowania na „czarne złoto” Ryzyka wydłużenia się konfliktu nie można jednak bagatelizować. Zwłaszcza jeśli celem strategicznym USA i Izraela miałoby być trwałe uniemożliwienie Iranowi przeprowadzania ataków rakietowych na kraje regionu.

Rynek zdaje też sobie sprawę ze statystyki. Patrząc historycznie, wydarzenia geopolityczne mają przejściowy wpływ na indeksy akcji. W ciągu dwóch tygodni od zbrojnych interwencji USA na Bliskim Wschodzie, indeks S&P 500 rósł w 95 proc. przypadków. Średnio o 4,3 proc. Takie wyliczenie dla 21 nalotów od 1986 roku zrobił Goldman Sachs. W 2025 roku indeksy akcji rosły, pomimo geopolitycznych konfliktów. Ważniejsze dla sentymentu na giełdzie były wyniki spółek, stabilne makro i obniżki stóp procentowych. Decyzje o tych ostatnich mogą jednak zostać wstrzymane, dopóki sytuacja na Bliskim Wschodzie się nie wyklaruje.