Od kinowej premiery filmu w sierpniu 2001 r. indeks S&P 500 zyskał prawie 500 proc. Minione dekady przyniosły rewolucję informatyczną, która zmieniła naszą codzienność, a giełdom zapewniła spektakularne wzrosty. Dlaczego tak mało na tym zarabiamy?

Za miliardami klientów idą miliardy dolarów przychodów i zysków spółek dostarczających usługi. Spójrzmy na ostatnie raporty finansowe paru amerykańskich big techów. W 2025 r. Microsoft zarobił 102 miliardy dolarów, czyli 8 razy więcej niż 10 lat temu. Zysk Mety to 60 miliardów dolarów, czyli ponad 3 razy więcej niż w 2015 r. Największa giełdowa spółka na świecie Nvidia raportuje wyniki za parę tygodni i jej zysk za rok fiskalny ma wynieść około 114 miliardów dolarów w porównaniu do niecałego miliarda dekadę temu. Nic dziwnego, że kursy akcji podążają za tym majątkiem. Na przestrzeni 10 lat kursy akcji wspomnianych spółek wzrosły odpowiednio o 794 proc., 514 proc. i 26 110 proc.

Polska naturalnie bierze udział w tej rewolucji. Przykładem jest chociażby popularyzacja szybkich przelewów przez polski system płatności mobilnych Blik. Działa już ponad 10 lat i w każdym miesiącu korzysta z niego 20 milionów osób. Banki ułatwiają bankowanie, rozwijają swoje aplikacje, wchodzą we współpracę ze spółkami e-commerce. Przez ostatnie 10 lat indeks WIG-banki zyskał 274 proc. i był mocnym wsparciem dla indeksu szerokiego rynku w osiąganiu kolejnych rekordów. Podsumowując, wyniki inwestycji giełdowych są efektem coraz większej obecności społeczeństwa w cyfrowym świecie. Ciężko sobie wyobrazić, żeby ten trend miał się zatrzymać, a tym bardziej odwrócić.

Tymczasem, napływy na rynek akcji są znikome. W ubiegłym roku do funduszy detalicznych w Polsce wpłynęło netto 48 miliardów zł. Z tego 41 miliardów do funduszy obligacji i trochę ponad 3 miliardy do mieszanych. Saldo funduszy akcji wyniosło 3 miliony! Złożył się na nie odpływ z funduszy akcji polskich na poziomie niespełna 0,5 miliarda i trochę większy napływ do funduszy akcji zagranicznych. To smutna statystyka. Oczywiście można pocieszać się popularnością PPK, które są głównie powiązane z polską giełdą. Sowicie zarobiło na nich przynajmniej 3,7 miliona inwestorów, bowiem tyle osób było ich uczestnikami na początku 2025 r. W jego trakcie dołączyło kolejne 400 tysięcy. Jednak poza tym półautomatycznym programem, lokalni inwestorzy raczej od akcji stronią. Jako główny powód podaje się preferowanie bezpieczeństwa oraz krótki horyzont. Ciężko jednak potraktować te argumenty inaczej niż wymówkę, skoro inwestycja w akcje świetnie pasuje do celu długoterminowego budowania majątku. Taką potrzebę ma większość z nas. Prawdziwą przyczyną wydaje się powszechne oczekiwanie, że inwestycje powinny zarabiać cały czas. W każdym roku. Rynki akcji rzeczywiście tak nie działają i przechodzenie przez wahania giełdowe czy okres bessy przy takim oczekiwaniu może boleć. Zwłaszcza że spadki zawsze są powiązane z negatywnymi informacjami czy niepewnością i potęgują emocje inwestorów.

W efekcie, kolejne rekordy na S&P 500, WIG-u czy Stoxx 50 przechodzą niezauważone, bez większego przełożenia na zamożność Polek i Polaków. Szkoda. Zamiast być głównym bohaterem kina akcji, cały czas zadowalamy się rolą patrzącego z boku reżysera.