Izolacja Rosji na arenie międzynarodowej oznacza wzrost inflacji i to jedno wydaje się w tej chwili bardzo prawdopodobne – wzrost cen paliw, energii i żywności (Rosja i Ukraina są istotnymi eksporterami przede wszystkim pszenicy i kukurydzy, a już przed rosyjską agresją produkcja nie pokrywała konsumpcji pszenicy). To z kolei może przełożyć się na spowolnienie gospodarcze – konsumenci, którzy muszą wydawać więcej na media i dobra podstawowe, wydadzą ich mniej gdzie indziej. I to jest zapewne coś w rodzaju podstawowego scenariusza, na który powinniśmy się przygotować. Tych skrajnych raczej nie należy się obawiać – ewentualne rozszerzenie konfliktu na kraje NATO, użycie broni jądrowej etc., rozwiązałoby większość inwestorskich dylematów, podobnie jak ustąpienie prezydenta Rosji. Niemniej nie można zapominać, że zakończenie wojny, nawet w najbardziej pomyślny sposób, nie rozwiąże już wcześniej istniejących problemów (inflacji i zadłużenia).