Początek tego tygodnia zaczął się na giełdzie od kontynuacji spadkowej tendencji z ostatnich dni. Czwarty kolejny spadek z rzędu sprowadził WIG20 do poziomu kwietniowego dołka, który na razie zadziałał jako wsparcie. Na tej wysokości znajduje się też punkt, dający początek formacji trójkąta, z którego można wyprowadzić prostą równoległą do tej prowadzonej po szczytach z kwietnia i maja. W jednej z wersji wyznacza ona zasięg wybicia dołem z trójkąta, choć wydaje się, że pierwszeństwo należy przyznać metodzie uwzględniającej wysokość figury, z czego wynika spadek w okolice 1240 pkt. By jednak ta czarniejsza wizja zaczęła się realizować indeks musi przebić wsparcia w obszarze 1299-1317 pkt., wyznaczone białą świecą z 4 kwietnia, choć można przyjąć, iż już zamknięcie poniżej 1317 pkt. przesądzi sprawę. Na razie do tego nie doszło, a co więcej wczorajsze notowania dają nadzieję przynajmniej na chwilowe zatrzymanie spadków.
W tym kontekście nieco mylny jest kształt ostatniej świecy, której czarny korpus nie wygląda optymistycznie. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że przebieg poniedziałkowej sesji różnił się od tego, co obserwowaliśmy w ostatnich dniach. Nie było już całodniowego spychania kursów w dół, a raczej ich stabilizacja na niskim poziomie. To zazwyczaj wskazuje na punkt zwrotny, co nie zmienia faktu, że w obecnej chwili trudno jest liczyć na bardziej zdecydowane odreagowanie ostatniej fali spadkowej, a liczyć można na płytką korektę.
Jej zasięg wydaje się być mocno ograniczony wysokością majowego dołka przy 1363 pkt. i zbiegającej się z nim połowy czarnej świecy z ubiegłego piątku. Osiągnięcie tego poziomu w tym momencie trzeba będzie uznać za duży sukces. Trzeba się też liczyć z tym, że ewentualne wzrosty mogą zatrzymać się przy 1347 pkt., czyli przy piątkowym zamknięciu.
Otwarcie sesji przyniosło niewielką zwyżkę, co potwierdza prawdopodobieństwo odbicia w dniu dzisiejszym.
Krzysztof Stępień