Przebiciem dołka z ubiegłego czwartku zakończyła się wczorajsza sesja na giełdzie. To w zasadzie najważniejszy sygnał techniczny płynący z tych notowań, który pokazuje, że sytuacja na rynku w dalszym ciągu jest bardzo zła. Dość optymistyczny układ świec z końca minionego tygodnia nie zdołał doprowadzić nawet do jednej wzrostowej sesji, co potwierdza dużą słabość rynku. Do tego fatalnie zakończyły się notowania w USA, a sytuacja wokół budżetu państwa jest coraz bardziej niejasna. Z jednej strony słyszymy o możliwej rezygnacji ze stanowiska Ministra Finansów, który chce przeforsować własny projekt nowelizacji budżetu, z drugiej inni ministrowie niełatwo oddadzą jakąkolwiek złotówkę ze swoich budżetów. W tej sytuacji zapewnienia opozycji o możliwości poparcia nowelizacji wydają się bardzo ciekawe, ale trudno myśleć, by SLD chciało poprzeć coś innego, jak zwiększenie deficytu kosztem minimalnego cięcia wydatków. A ta informacja nie byłaby dobra dla rynku, chociaż sytuacja na giełdzie i złotówki i tak już jest tragiczna.
W rezultacie splotu tych okoliczności notowania zaczęły się od dużego spadku. WIG20 osiągnął w pierwszych minutach 1140 pkt., czyli znalazł się ponad 3% poniżej wczorajszego zamknięcia. W dalszej części zaczął powoli odrabiać te straty i zdołał wzrosnąć do 1149 pkt. Obroty, jak na pół godziny sesji są dość duże i wynoszą prawie 30 mln zł. Wczoraj po godzinie było to odpowiednio 38 mln zł. Znów liderem spadków wśród największych spółek jest Elektrim, kosztujący w dołku 18,60 zł. Teraz jego notowania nieco się poprawiły, ale i tak strata wynosi prawie 6%.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu