Środowy raport NFP z amerykańskiego rynku pracy, choć teoretycznie istotny, nie przyniósł oczekiwanej zmienności, potwierdzając jedynie stan zawieszenia, w jakim znalazły się globalne indeksy. W tym krajobrazie niepewności warto przyjrzeć się bliżej relacji między warszawskim WIG20 a technologicznym Nasdaqiem, gdyż oba te rynki – choć z różnych powodów – znalazły się w dość interesujących rejonach cen.
Na rodzimym podwórku sytuacja techniczna indeksu blue chips prezentuje się bardzo stabilnie. Mimo braku spektakularnych fajerwerków, obiektywnie trzeba przyznać, że popyt wciąż dyktuje warunki gry, kontrolując przebieg notowań.
Wydarzenia od dłuższego czasu rozgrywają się w bezpośrednim sąsiedztwie silnego, średnioterminowego klastra podaży 3470–3495 pkt. To strategiczna bariera, zbudowana m.in. na bazie projekcji symetrycznej AB=CD, która skutecznie chłodzi zapędy byków, nie pozwalając na łatwe wyjście na nowe maksima.
O sile rynku świadczy jednak nie tylko to, gdzie napotyka on techniczne bariery, ale przede wszystkim – jak zachowuje się w momentach korekty. Obserwacja pierwszych zapór popytu dostarcza tu optymistycznych wniosków. Przykładowo pierwsze, lokalne wsparcie Fibonacciego 3357–3363 pkt jest wyraźnie respektowane przez inwestorów. Każdorazowe zejście w ten rejon spotyka się z aktywną reakcją kupujących, co potwierdza ich determinację. W szerszym ujęciu, dopiero trwała negacja niżej usytuowanego węzła: 3290–3302 pkt wskazywałaby na stopniową zmianę układu sił i przechodzenie byków do defensywy w perspektywie średnioterminowej.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja za oceanem. Indeks Nasdaq od końca października 2025 r. pozostaje uwięziony w rozległym trendzie bocznym. Już sam ten fakt jest wymowny – świadczy o tym, że inwestorzy mają trudności z dyskontowaniem przyszłości w oparciu o dotychczasowe paradygmaty. Rynek technologiczny wszedł w fazę „sprawdzam”. Gigantyczne nakłady inwestycyjne na infrastrukturę sztucznej inteligencji, które napędzały wyceny w ostatnich kwartałach, przestają wystarczać jako paliwo do wzrostów. Inwestorzy coraz głośniej domagają się konkretów: realnych przepływów pieniężnych i dowodów na skuteczną monetyzację technologii AI, a nie tylko obietnic rewolucji.