Piątkowe dane dotyczące bezrobocia w USA (na koniec sierpnia stopa bezrobocia wzrosła do najwyższego poziomu od czterech lat) wprowadziły kolejną dozę pesymizmu na rynki akcji. Dane są dość niepokojące, ponieważ dotychczas sytuacja na rynku pracy w USA, pomimo znacznego spowolnienia gospodarczego, była względnie dobra. To powodowało, że konsumenci z umiarkowanym optymizmem patrzyli w przyszłość, stale zwiększając swoje wydatki i traktując obecne problemy gospodarcze jako sytuację przejściową. Tak dramatyczne pogorszenie sytuacji na rynku pracy często jest charakterystyczne dla końcowych faz spowolnienia gospodarczego bądź recesji. Jest jednak za wcześnie, by stwierdzić, że tak będzie i w tym przypadku. Warto pamiętać natomiast o tym, że konsumenci do tej pory byli ostatnią ostoją dla gospodarki. Ciągle rosnący popyt z ich strony pozwalał w pierwszym półroczu tego roku upłynnić spółkom nadmiar zapasów i utrzymać wzrost PKB. Pogorszenie sytuacji na rynku pracy może spowodować, że optymizm wśród konsumentów zacznie maleć, spadać będą też ich wydatki.

Kiepskie dane z rynku pracy w perspektywie najbliższych dwóch miesięcy znacząco zwiększają prawdopodobieństwo ustanowienia przez amerykańskie indeksy nowych rocznych minimów (S&P 500 zrobił to już w piątek). W takiej sytuacji nie ma co liczyć na trwalszą poprawę notowań na giełdzie warszawskiej. WIG20 w ostatni czwartek podjął już czwartą (na przestrzeni ostatnich sześciu tygodni) nieudaną próbę sforsowania poziomu 1200 pkt. Dodatkowo dzisiaj indeks przełamał krótkoterminową linię trendu wzrostowego. Moim zdaniem, jest już mało prawdopodobne by do końca października indeks zdołał sforsować tę barierę. Obawiam się raczej, że korekcyjne odbicie cen, jakie na rynkach zachodnich jest prawdopodobne w najbliższych dniach, zostanie wykorzystane do dystrybucji polskich akcji na nieco wyższym od dzisiejszego poziomie cenowym.

Dariusz Nawrot

DM PBK SA