Czwartkowe notowania musiały pozostawić duży niedosyt w sercach byczo nastawionych inwestorów. Zaczęły się od mocnego ataku kupujących, ale około południa ich impet znacznie zmalał, co przełożyło się na trzygodzinną stabilizację cen, zakończoną wybiciem w dół. Obroty w sumie były niższe, niż dzień wcześniej, co nie jest dobrą informacją. W sumie nasz rynek nadal wypada bardzo blado w porównaniu z tym, co dzieje się zagranicą. Kiedy tam zostały prawie w całości odrobione straty od dnia ataków terrorystycznych, to my nadal tkwimy na dnie. Czy ta sytuacja ma szansę zmienić się w najbliższym czasie?
Czynnik w postaci niepewności związanej z kształtem nowego rządu i tym samym kierunkiem prowadzonej przezeń polityki gospodarczej wydaje się mieć coraz mniejsze znaczenie. Gwarantem roztropności działań gospodarczych jest M.Belka, a niewykluczone, że w weekend poznamy ostateczne rozstrzygnięcie polityczne: rząd mniejszościowy, czy koalicja z PSL. Wtedy w przyszłym tygodniu moglibyśmy poznać dalsze szczegóły programowe rządu, choć jego zaprzysiężenie nastąpi dopiero za dwa tygodnie. Z tej strony możemy raczej spodziewać się pozytywnego zaskoczenia.
Gorzej jeśli chodzi o zagraniczne giełdy, szczególnie amerykańskie, które dotarły (Nasdaq) lub są bardzo blisko (DJIA) ważnych oporów, wyznaczonych przez wiosenne dołki. Jeśli do tej pory zachowanie giełd zagranicznych nie miało większego wpływu na to, co dzieje się u nas, to można przyjąć, że będzie tak dalej. Ta sytuacja może się zmienić, kiedy Nasdaq wybije się powyżej 1639 pkt. lub DJIA powyżej 9389 pkt. Do tej pory nie ma powodów, by obserwowane wzrosty traktować jako ruch powrotny do minimów wyższego rzędu, ustanowionych na początku kwietnia. Ich pokonanie musiałoby podziałać na wyobraźnię inwestorów, operujących na naszym rynku, tak samo, jak było to w przeciwną stronę, kiedy kwietniowe dołki jako wsparcia były przebijane. Zanim to się stało nasz parkiet był nieczuły na zniżki zagranicą.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu