Sesja zaczęła się bardzo podobnie, jak w piątek. WIG20 stymulowany niezłymi wynikami rynków zagranicznych wzrósł na samym początku sesji, by zaraz potem zacząć obniżać swoją wartość. Czy również dalsza część sesji będzie przebiegać tak samo, jak w piątek, czyli pod znakiem niewielkich, acz konsekwentnych zniżek? Na to pytanie trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć, ale zwróćmy uwagę na dwie sprawy.
Początkowy wzrost WIG20 sięgnął 1233 pkt., czyli dotarł do oporu, wyznaczonego przez połowę piątkowej czarnej świecy. To, że byki szybko i łatwo poddały się już na wysokości pierwszego, niezbyt przecież silnego oporu, nie jest dobrym znakiem na pozostałą część notowań. Widoczny jest też brak korelacji z zachowaniem europejskich giełd. DAX zwyżkuje o ponad 2,5%, co można uznać za odreagowanie piątkowej zniżki, wywołanej obawami o zakażenie wąglikiem, ale wzrosty notują też Paryż i Londyn, odpowiednio o 1,7% i 0,7%. Dobre nastroje podtrzymują wzrosty kontraktów na Nasdaq, o 15 pkt.
Obecnie WIG20 ma 1220 pkt., co oznacza 0,3% straty do piątkowego zamknięcia. Obroty pozostają na niskim poziomie 55 mln zł.
Po publikacji skonsolidowanych wyników o 2% spadają akcje Agory. W tym przypadku mamy do czynienia ze znacznym ożywieniem handlu w porównaniu z kilkoma poprzednimi sesjami. Już zmieniło właściciela ponad 60 tys. walorów. Taki przebieg notowań czyni coraz bardziej realnym spadek do poziomu ważnego wsparcia przy 51 zł. Tam znajduje się przełamany opór w postaci kwietniowego dołka, a także szczyt z 16 października. Złotówkę niżej mamy 38,2% zniesienie październikowych wzrostów. Na tej wysokości powinno zadecydować się, jak głęboki będzie ruch powrotny po przełamaniu głównej linii trendu spadkowego.
Krzysztof Stępień