Nie ma się co jednak oszukiwać, że nawet bez obrotów i w tak nieprzekonujący sposób, jak to ma miejsce dziś można rosnąć. I jeśli WIG20 zamknie się powyżej 1410 pkt. to będę zmuszony odrzucić wszystkie swoje wątpliwości i zaprzestać ostrzeżeń przed spadkami. Ciągle jednak pozostanie pytanie, czy przy tak słabej koniunkturze na zagranicznych giełdach warto kupować akcje, szczególnie tych największych spółek, których ceny nie są już obecnie niskie. P/E dla Computerlandu to 30, dla Prokomu ponad 40, Softbanku 35, PKN 25. To nie są niskie współczynniki, a jaka jest perspektywa ich poprawy w tym roku. Bardzo mizerna. Oderwanie od rzeczywistości naszego rynku może trwać w krótkim okresie, ale nie wydaje mi się, by nawet uznane za wszechpotężne na naszym parkiecie OFE, mogły w dłuższym terminie iść wbrew światowemu trendowi.
W sumie więc rozstrzygnięcie w kwestii przełamania przez WIG20 oporu przy 1410 pkt. jeszcze nie zapadło. Jeśli okaże się, że do 14.00 rynek zacznie zbliżać się do tego poziomu, a byki nie zbiorą sił na kolejny atak, to ostatnie dwie godziny mogą być bardzo emocjonujące.
W Eurolandzie zwyżki przybrały nieco na sile, co jest wynikiem utrzymującego się dużego wzrostu kontraktów na Nasdaq. Jednak wczorajsze przełamanie wsparć przez amerykańskie indeksy nie pozostawia zbyt wiele miejsca na odreagowanie.