Powstaje zatem pytanie, czy takie zachowanie podaży oznacza wyczerpywanie się potencjału spadkowego. Wydaje się, że za wcześnie jest na postawienie takiej tezy, bo do wzrostów potrzeba nie tyle ograniczonej podaży, a bardziej zdecydowanego popytu. Tego dziś nie widzieliśmy. Zatem nadal pozostaje czekać na to, która strona rynku pierwsza przystąpi do ataku.

Najlepiej tą atmosferę wyczekiwania obrazuje WIG, który pozostaje w niewielkim obszarze pomiędzy dwiema liniami. Od dołu przed spadkami broni średnioterminowa linia trendu, przebiegająca na wysokości około 15.250 pkt., od góry wzrosty ogranicza linia trzytygodniowych spadków, znajdująca się przy 15.500 pkt. Widać, że ten obszar zawęził się już maksymalnie i można wyobrazić sobie może jeszcze jedną, może dwie sesje marazmu, kiedy któraś z nich nie zostanie przełamana. Ale do wyjaśnienia sytuacji jest już coraz bliżej. Dzisiejsza obrona dolnej z tych linii wskazywałaby na chwilowe przynajmniej odbicie, podobne wnioski wynikają z kierunku średnioterminowego trendu. Jedna z rynkowych zasad mówi, że trend trwa dopóki się nie skończy. I ten trend jeszcze się nie skończył.

Wydaje się jednocześnie, iż bez poprawy atmosfery na światowych giełdach trwała zwyżka nie będzie u nas możliwa. Stąd też bardzo duże znaczenie przywiązuję do tego, jak zakończą się dzisiejsze notowania w USA. Dla Nasdaq miesięczna linia trendu spadkowego przebiega na poziomie 1860 pkt., więc jest w zasięgu ewentualnego wzrostu w dniu dzisiejszym. Sprzyjać temu będzie dobry raport o sprzedaży detalicznej. Jeśli jednak on nie pomoże znaczyć to będzie, że niedźwiedzie rozgościły się na tamtejszych giełdach na dobre.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu