Przy takiej aktywności inwestorów w drugiej połowie notowań może stać się wszystko, a będzie to zapewne uzależnione od kolejnego przybliżenia zmiany amerykańskiego PKB w IV kwartale. Na te dane wyczekują także inwestorzy w Eurolandzie, bo tam od początku notowań obserwujemy trendy boczne, dyskontujące wynik wczorajszej sesji w USA. Niektóre rynki - w Paryżu i Londynie - nie zdążyły zareagować na spadki i czynią to dziś, tracąc w granicach 1%. Lepiej sytuacja wygląda we Frankfurcie, który zdążył nieco spaść jeszcze wczoraj. Tam DAX zniżkuje o około 0,5%.
Oczekiwania co do zmiany PKB w USA są dość rozbieżne, bo mówi się o jego wzroście nawet o 0,8%, ale można spotkać bardziej ostrożne szacunki zawierające się w przedziale 0,2-0,4%. Widać, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, bo przecież poprzednio opublikowane 0,2% było wielce pozytywnym zaskoczeniem dla rynków. Trudno zgadywać, jaka ta wielkość może być naprawdę, ale jeśli nie będzie odbiegać na plus od przedstawionych oczekiwań to podobnie, jak wczoraj po wystąpieniu Greenspana, inwestorzy mogą zacząć zamykać pozycje. Przecież oczekują oni, że te dane będą dobre i pokażą, iż najgorsze już minęło. Przy obecnych nastrojach na giełdach w USA dane gorsze od spodziewanych, nie mówiąc już o tym, gdyby pokazały spadek PKB mogą przyczynić się do spadków i oddalenia indeksów od oporów. Wczorajsza czarna świeca na Nasdaq utworzona przy dużym wolumenie wzmocniła znacznie barierę w strefie 1782-1800 pkt.