Jaki jest bowiem sens podążania za indeksem, jeśli ten skończy najprawdopodobniej na takim samym poziomie, jak dzisiaj Taka zabawa staje się coraz bardziej irytująca.

Rynek przestał też reagować na wydarzenia za oceanem. Tam sytuacja zupełnie odmienna od tej w Warszawie. Dynamiczne ruchy i częste zwroty indeksów wprowadzają sporo niepewności i utrudniają prognozowanie zachowania rynku. Zresztą skoro brak było korelacji podczas spadków, to niesprawiedliwym byłby jej powrót przy odreagowaniu. Smażymy się więc we własnym sosie i obserwujemy wyniki spółek. Dzisiaj bardzo słabym wynikiem rozczarowały BRE oraz BPH i są to kolejne dane potwierdzające brak fundamentalnych podstaw pod jakiekolwiek wzrosty. Jedynie Pekao ma się czym pochwalić, ale kurs w zupełności to odzwierciedla. Trudno, żeby w takiej atmosferze kontrakty przebijały opory, choć cały czas spodziewam się przynajmniej ich testowania. To jednak czysta spekulacja, a wielu powodów do kupna, poza technicznymi, nie znajdę. Mamy horyzont, więc trzeba trzymać się sprawdzonej zasady kupna na lukach hossy i sprzedaży przy oporach w okolicach 1360 pkt., choć pierwsze problemy byków powinny się już zacząć od poziomu 1340 pkt., na którym przebiega obecnie linia trendu spadkowego. Nie widać na razie żadnych perspektyw do wyczekiwanego wybicia z horyzontu. Paradoksalnie to dobry znak, bo wybicie z takich koszmarów z reguły jest nieoczekiwane i zaskakujące. Tylko kto wytrzyma tak długie wyczekiwanie?

Marek Pryzmont

PARKIET