Widać, że jedna i druga strona rynku wyczekuje na dalszy rozwój wypadków na zagranicznych giełdach, szczególnie amerykańskich. W związku z dotarciem indeksów z USA do silnych oporów w postaci jesiennych dołków, zachodzi uzasadnione podejrzenie, iż może tam nastąpić pogorszenie koniunktury, czy nawet powrót do głównego spadkowego trendu. Z drugiej strony, mniej prawdopodobne przełamanie tych oporów, podtrzymałoby wzrosty w krótkim terminie. Taka sama niepewność, jak u nas króluje na parkietach Eurolnadu, gdzie indeksy wyczekują na rozpoczęcie notowań w USA na niewielkich minusach. Jest to tym bardziej uzasadnione, że kontrakty na amerykańskie indeksy zapowiadają zniżki, choć 7 pkt. strata futures na Nasdaq nie jest przerażająca. Stąd też i zniżki w Eurolandzie nie przekraczają 0,5%.

W tej sytuacji ci, którzy kupowali akcje na ostatnich sesjach nie mają powodów do agresywniejszej wyprzedaży zwłaszcza, że część inwestorów zrealizowała zyski wczoraj. Kupujący wolą wstrzymać się ze swoimi decyzjami do momentu poznania rezultatu testu wspomnianych oporów na amerykańskich giełdach.

W związku z tym można się spodziewać, że kolejna godzina nie przyniesie rozstrzygnięć. Gwoli ścisłości podam jednak, że spadek poniżej 1120 pkt. powinien zaowocować mocniejszym spadkiem, wybicie ponad 1135 powinno dać atak na 1151 pkt.