Przez ten jeden dzień musieli się poruszać jakby po omacku, gdyż nie wiadomo, jak zachowa się rynek amerykański po przerwie. Na duże ruchy nie było więc co liczyć i faktycznie wahania na światowych rynkach były dość ograniczone. Warszawska giełda nie była tu żadnym wyjątkiem. My jednak mieliśmy też jeden swój lokalny element, który nie pozwolił na zupełną nudę. Tym elementem była środowa mocna zniżka kursów w końcowej części sesji, a właściwie uczucia, jakie ona wywołała wśród inwestorów.
Przez ostatnie dni fakt istnienia tendencji wzrostowej był powszechnie znany. Mimo to, wiadomo też, że każdy trend się kiedyś kończy i nawet przy bardzo mocnych trendach wypatruje się pierwszych oznak jego słabnięcia. Mocne ataki podaży w ostatniej godzinie notowań, jakie miały miejsce we wtorek i środę mogą takie osłabienie zwiastować. Z takim przeświadczeniem zaczęliśmy notowania i gdy okazało się, że otwarcie jest dość wysokie szybko do głosu doszli gracze, którzy nie zdarzyli sprzedać dzień wcześniej. Kursy błyskawicznie spadły, uruchamiając po drodze ustawione "stopy". W czasie pierwszej godziny notowań wyznaczone zostało maksimum i minimum sesji. Reszta czasu przeznaczonego na notowania upłynęła w wąskim przedziale kilku punktów. Mimo spadku cen, sesja niczego nie wyjaśniła. Nadal należy zakładać, że trend ma się dobrze. Przynajmniej dopóki trzyma się wsparcie na 1227 pkt.
Kamil
Jaros
PARKIET