Od samego początku nie widać było żadnego zainteresowania rynkiem. Kursy zatem powoli zaczęły opadać, właściwie pod własnym ciężarem. Od samego początku kiepsko zachowywało się BRE (po wtorkowych wypowiedziach przedstawicieli banku, że rok 2002 spółka zakończy stratą netto). Wyraźniej spadała też Agora. W większości przypadków jednak zmiany były jednak symboliczne. Tendencja spadkowa utrzymywała się niemal do połowy sesji. Później rynek wszedł w najmniej emocjonującą część - stabilizację. W przypadku WIG20 miała ona miejsce w przedziale 1161 - 1165 pkt. Ostatnia godzina poprawiła obraz rynku - indeks powoli, ale systematycznie zyskiwał na wartości, wychodząc w trakcie fiksingu zamknięcia na plus (istotnie pomogły dobre dane dotyczące aktywności sektora usług w USA).
Dzisiaj rynek zachowywał się gorzej od giełd Eurolnadu (spadki notowały też giełdy w Pradze i w Budapeszcie). Nie można tego jednak traktować jako oznaki dużej słabości. W okresie świątecznym nasza giełda zachowywała się bowiem relatywnie mocno. Dzisiejsze osłabienie można zatem traktować w kategoriach wyrównywania różnic między naszym rynkiem a zachodem. W takiej sytuacji wartość prognostyczna dzisiejszej sesji jest niewielka. Najistotniejszy w najbliższych dniach jest rozwój koniunktury na rynku amerykańskim. Jeżeli na dalszy plan zostaną odsunięte obawy związane z konfliktem w Iraku to powinno tam dojść do wzrostów. Wyniki spółek za czwarty kwartał (publikacja raportów rozpocznie się już w następnym tygodniu) nie powinny mieć negatywnego wpływu na notowania - w grudniu nie było masowych ostrzeżeń o pogorszeniu wyników.
W sytuacji technicznej niewiele się zmieniło. Lekkim optymizmem napawa jednak fakt, że na wykresie WIG20 ukształtowała się świeca z długim dolnym cieniem. Pozytywne jest też to, że indeks utrzymał się powyżej opuszczonego w ostatni poniedziałek miesięcznego kanału spadkowego. Obecnie WIG20 znajduje się poniżej strefy oporów 1177 - 1182 pkt (połowa czarnej świecy z 18 grudnia oraz lokalne minimum z 11 grudnia). Pokonanie tego obszaru będzie pierwszym sygnałem świadczącym o możliwości mocniejszego ruchu w górę. Aby można było jednak liczyć na średnioterminową poprawę koniunktury niezbędny jest wzrost powyżej 1200 pkt. Taki wzrost, moim zdaniem, oznaczać będzie początek efektu stycznia.