Reklama

Komentarz poranny

Publikacja: 13.02.2003 07:39

Wczoraj była zdecydowanie niemiły dzień dla byków, a zdecydowanie przyjemny

dla niedźwiedzi. Nie chodzi tu nawet o skalę spadku bo ta nie była jakaś

szczególnie wyjątkowa. W końcu mieliśmy już wielokrotnie gorsze dni. Chodzi

o miejsce tego spadku w trendzie, Spójrzmy na wykresy Dow.gif Nasdaq.gif

SP500.gif W przypadku Nasdaq"a tak tego nie widać, ale już na Dow i SP500

Reklama
Reklama

wyraźnie zarysowało się wybicie z małej konsolidacji. Przed paroma dniami

trochę w niej przebywaliśmy, by po jakimś czasie się z niej wybić. Potem

mieliśmy krótki wzrostowy ruch powrotny. Tylko po to, by się odbić od

poziomu konsolidacji i kontynuować spadki. Efekt jest taki, że indeksy te

zaliczyły wczoraj nowe minima obecnego trendu, a to nie chybnie przybliża

nas do testu dołka, do którego nie jest już tak daleko. Jeszcze rzut oka na

Reklama
Reklama

wykres dzienny SP500 SP500_1.gif Jak widać zakres prognozowany przez

własności liczb ciągu Fibonacciego się nie sprawdził po zatrzymaniu na tym

poziomie niedźwiedzie poradziły sobie z kontratakiem byków. Widać tu także

jaki, gdzie znajduje się kolejny poziom, który może odegrać rolę wsparcia.

To są już okolice dołka.

Nastroje na rynku amerykańskim w ostatnich dniach zdecydowanie się

Reklama
Reklama

pogorszyły. Reakcje na kiepskie informacje są teraz znacznie mocniejsze, niż

reakcje na informacje dobre. Prawdę mówiąc ostatnio tych drugiej nie ma za

wiele. Serwisy podają, że wczorajszy spadek był wywołany obawami o wojnę z

Irakiem i jej ewentualne terrorystyczne następstwa. Nie chodzi tu tylko o

sam strach przez atakiem na terytorium USA, ale strach poprzez zwiększone

Reklama
Reklama

ryzyko przebywania na rynku podczas działań wojennych. Wczoraj ukazał się

bowiem interesujący raport jednego z biur Kongresu zajmującego się

problematyką księgowości. Autorzy raportu ostrzegają, że regulatory rynku

nie opracowali do tej pory całościowej strategii działania zapewniającej, że

w sytuacji wyjątkowej handel szybko zostanie wznowiony. Autorzy wzywają

Reklama
Reklama

regulatorów rynku, by w miarę szybko określili, gdzie miałby się odbywać

handel i kto miałby go organizować, jeśli jakiś z głównych rynków lub kilku

brokerów będą niezdolne do wykonywania swoich obowiązków w dłuższym czasie.

Tak ładnie określono zapytanie, "Gdzie, do cholery, odbędzie się handel, gdy

terrorystom uda się zaatakować Wall Street?" Przypomniano, że po ataku 11

Reklama
Reklama

września 2001 giełdy NYSE i Nasdaq były zamknięte przez cztery dni,

najdłużej od lat 30-tych.

Oczywiście po ataku na WTC dokonano wielu nowych inwestycji w celu

uchronienia się przed konsekwencjami ataku terrorystycznego. Jednak, jak

przyznają sami przedstawiciele giełd, nikt nie jest w stanie zagwarantować

100% skuteczności tej ochrony. Trudno się dziwić inwestorom, że mając

świadomość dużego zagrożenia ataku dowiadują się, że posiadając otwarte

pozycje są właściwie narażeni na ryzyko, że w ważnym momencie nie będą mogli

ich zamknąć. To raczej nie skłania do odważnych posunięć.

Jakkolwiek raport jest bardzo interesujący, to jednak ponowne obwinianie

wystąpienia spadków kolejnymi strachami związanymi wojną w Irakiem wydaje

się nieco naciągane. Nie wydaje się, by faktycznie ten czynnik przewodził.

Oczywiście świadomość zbliżającego się konfliktu cały czas wisi nad rynkiem,

ale to już trwa od jakiegoś czasu i można było się do tego "przyzwyczaić".

Rynki finansowe są bardzo elastyczne i szybko uznają za normę coś, co trwa

dłużej niż kilka dni. Niewiele nowych elementów pojawiło się przecież w

związku z Irakiem. Taśma z głosem Osamy jest może jakąś nowinką, ale bez

przesady, to nie ona zadecyduje o ataku. Zresztą warto spojrzeć na sąsiednie

rynki. Wczorajszy spadek cen akcji był stosunkowo niewielki w porównaniu z

poważnym tąpnięciem na rynka tych

"nietechnologicznych") w dużej mierze były spowodowane spadkami w branży

samochodowej po tym, jak Banc of America obniżył rating dla GM do

"sprzedaj". Spadał także Viacom, po słabszych niż oczekiwano wynikach

finansowych. Rynku nie uratowała Coca-Cola. Spółka wzrosła o 2%, a to za

mało by być przeciwwagą dla reszty rynku.

Po sesji zbyt wiele się nie zmieniło. AHI zakończył notowania na -0,08%.

Medtronic podał wyniki, które były lepsze od tych w poprzedniego roku,ale i

to nie pomogło. Spółka straciła 2%. Obecnie kontrakty w USA notują lekkie

minusy w stosunku do fair value (NQ -4.89 SP -3.58).

"Słabszy występ" amerykańskich inwestorów na pewno przełoży się w jakimś

stopniu na nasz rynek, jednak dla nas ważniejszym wydają się opublikowane

wczoraj wyniki PEO. W czasie wczorajsze sesji spółka straciła ponad 2,6%.

Wydaje się, że inwestorzy sprzedawali w obawie, że wynik banku nie sięgnie

nawet zakładanych 800 mln złotych. Okazało się jednak, że sięgnął.

Oczywiście te 800 mln to nie początkowe 1,4 mld, ale fakt spadku prognoz

został już zdyskontowany. Można zatem przypuszczać, że wczorajszy spadek był

trochę na wyrost i dziś spółka nie będzie tracić, a nawet może nieco odbić.

Tylko czy to pomoże całemu rynkowi? Może jedynie na tyle, by dalej nie

spadać. Oddech ulgi związany w wynikiem PEO nie wystarczy, by pchnąć rynek w

górę. Tu potrzeba czegoś więcej. Wczoraj tego czegoś zdecydowanie zabrakło.

Pozostaje więc obserwować ceny. Spadek cen kontraktów poniżej wczorajszego

minimum otworzy nam drogę do testu dołka na 1073 pkt. Jeśli jednak uda się

bykom to minimum obronić, to nadal są szansę na wzrost w okolice 1135 pkt.

Kontrakty.gif Indeks.gif KJ

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama