Reklama

Komentarz po sesji

Publikacja: 09.04.2003 16:48

Zaczęliśmy 5 pkt. na minusie wpisując się w słabość giełd Eurolandu. Wraz z

otwarciem rynku kasowego kontrakty dorzuciły jeszcze 6 pkt. ustanawiając

minimum na 1162 pkt. To dalej wszystko w ramach korekty i w bezpiecznej

odległości od luki hossy. Zresztą to minimum to były zaledwie pojedyncze

nieco paniczne transakcje, po których szybko rozpoczęło się odrabianie

Reklama
Reklama

strat.

Wróciliśmy nad 1170 pkt. i 15 pkt. niżej dla indeksu. Po poniedziałkowym

wyskoku poziomy te zyskały miano nowych poziomów równowagi. Trudno było

ruszyć rynkiem w którąkolwiek stronę, bo niemal na wszystkich rynkach trwał

anemiczny handel i inwestorzy czekali na wiadomości z Bagdadu. Taki impuls

długo nie nadchodził, a na poobstawianych dużymi ofertami spółkach nie

Reklama
Reklama

wystarczyły pojedyncze transakcje, ale trzeba było nieco więcej popytu.

Już wydawało się, że dotrwamy tak do końca sesji, ale na godzinę przed jej

końcem na rynki znowu zawitała wojenna euforia. Inwestorzy z pełnym

zdziwieniem oglądali zdjęcia z centrum Bagdadu. Wiwatująca na ulicach

ludność, rozbijane pomniki, deptane portrety ... to scenariusz, o którym

wszyscy marzyli, ale którego niemal nikt się nie spodziewał, tym bardziej że

Reklama
Reklama

mniejsza i gorzej uzbrojona Basra opór stawiała znacznie dłużej. Tutaj można

powiedzieć, że oporu nie było żadnego, a radość ludzi (pomimo 3 tygodni

bombardowań) ogromna. Oczywiście nie wszystkie dzielnice Bagdadu zostały

jeszcze zajęte, ale po tym co dzisiaj zobaczyliśmy, wydaje się to już tylko

kwestią dni, a nawet godzin. Teraz głównym problem pozostanie nie zdobycie,

Reklama
Reklama

ale utrzymanie i administrowanie krajem, co jak pokazują rozboje w Basrze

wcale nie jest takie proste.

Reakcja rynków zarówno na brak oporu, jak i na wiwatujących Irakijczyków (to

bardziej) była natychmiastowa. Kontrakty w USA wystrzeliły na plusy, to samo

Dax i wszystko to pociągnęło nasz rynek na nowe maksy. Dość nieszczęśliwe

Reklama
Reklama

maksy, bo 1183 to dokładnie poziom szczytu z poniedziałkowej sesji, a to

mocno podziałało na wyobraźnie inwestorów, tym bardziej, że baza

przekroczyła +20 pkt.Widmo podwójnego szczytu zalało kontrakty podażą.

Kontrakty01.gif Spadek od szczytu wyniósł 11 pkt., do czego dołożyła się

też podaż na PKN. Fitch obniżył perspektywę ratingu PKN do negatywnej i choć

Reklama
Reklama

takie informacje nie miały z reguły takiego wpływu na rynek, tak teraz podaż

na PKN była natychmiast bardzo duża.

Co na następne dni ? W pierwszej części sesji nasz rynek na plusach był

zdecydowanie mocniejszy od spadających po 1% rynków węgierskiego i

niemieckiego. Po chwilowej wojennej euforii okazało się jednak, że droga na

nowe szczyty trendu nie jest wcale taka prosta, a zagraniczne rynki wcale

nie wpadają w jakąś euforię. Rosną, ale bez euforii. Inwestorzy zaczęli

obawiać się, że to jest już najlepsza informacja jaką może im przynieść

wojna. Trochę w tym paradoksu, ale tak właśnie myślą giełdy, które do tego

dobrze wiedzą, że wojenny kurz zakrył na jakiś czas wszystkie problemy w

światowych gospodarkach. Jeśli teraz Irak nie będzie "podgrzewać" rynków, to

na pewno nie będzie tego w dłuższym terminie robić ekonomia.

Nastroje oczywiście na razie świetne, więc należy dalej wypatrywać wzrostów,

ale gdy skończy się wojenna zawierucha i miną pierwsze dane makro (wskaźniki

nastroju) pokazujące znaczną poprawę, to inwestorzy znów rozczarują się

brakiem ożywienia i słabymi wynikami spółek, bez perspektyw na ich szybką

poprawę.

U nas większość inwestorów zdaje sobie z tego sprawę i nawet jeśli dzisiaj

zagranica zacznie ostatni etap (już powojennej) euforii, to dla nas takie

rozwiązanie wcale nie będzie korzystne. Do tej pory byliśmy mocniejsi, także

zdając sobie sprawę, że koniec wojny t trzeba odbierać jako korekcyjną

i wypatrywać dalszych wzrostów pod 1200 pkt. Największe szanse mamy na to w

ciągu najbliższych dwóch dni. W weekend węgierskie unijne referendum i to

może przyciągać teraz do nas kolejne zagraniczne fundusze. Po referendum

zostanie już tylko formalność podpisania (przyjętego dzisiaj przez Parlament

UE) Traktatu Akcesyjnego, a dzień po tym mamy polskie bagienko, czyli debatę

na temat referendum w Sejmie. Trudno nie oczekiwać wtedy zamieszania.

Okienko do wzrostów robi się więc coraz węższe i korekta ostatnich wzrostów

powinna dobiegać końca. Jeśli teraz nie pójdzie za nią ostatnia nowa

wzrostowa, to zniecierpliwione byki zaczną realizować zyski, bo od

następnego tygodnia czeka nas powrót spadków (nie będzie pod co "grzać"

rynku). Teraz jedyne co można powiedzieć, to że będą to nieco głębsze niż

obecnie korekty. Nierozwiązane pytania to, po pierwsze z jakiego poziomu, a

po drugie czy tylko korekty, czy też już spadki kończące wzrosty. To zbyt

odległy temat, zbyt zależny od wydarzeń w Iraku. Na razie pozostaje być

optymistą i czekać przynajmniej na 1200 pkt. Przy obecnej bazie

odpowiadałoby to walce WIG20 z wielomiesięczną linią trendu spadkowego.

Indeks01.gif Tak więc jak zawsze, losy rynku pomoże rozstrzygnąć nie tylko

Irak, ale i technika. Na razie dalej optymistycznie, choć nie zaprzeczę, że

po głowie chodzą pomysły "sprzedaży faktów" końca (powiedzmy) wojny. MP

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama