Reklama

Komentarz po sesji

Publikacja: 15.09.2003 16:23

Fatalna sesja z ogromnym spadkiem. Tyle tylko, że tym razem mowa nie o

indeksie, czy kontraktach, ale o aktywności inwestorów. Ostatnie szalone

"jazdy" intraday odzwyczaiły nas od sesji, na których kontrakty przebywają w

obszarze paru punktów przez dłużej niż godzinę. Dzisiaj przez sporą część

sesji tak było, a nawet jeśli indeks szedł w którąś stronę, to trudno było

Reklama
Reklama

powiedzieć, czy więcej w tym przypadku (małe transakcje), czy faktycznego

rozkładu rynkowych sił.

Sam początek sesji ustawiony był przez piątkowe notowania w USA. Tam

odrobienie wszystkich strat po złych danych przeniosło się na rynki

europejski i kontrakty rozpoczęły 10 pkt. wzrostem, który od razu lekko

poprawiły i w konsolidacji przeczekały pierwszą godzinę. Otwarcie na rynku

Reklama
Reklama

akcji z początku potwierdzało optymizm rynku terminowego, ale po kilkunastu

minutach ruszyliśmy do testowania wsparć. Znowu trzeba podkreślić, że nie

była to żadna wyprzedaż, po prostu parę transakcji, które ze względu na

ogromne luki w ofertach od razu powodowały spory ruch.

Wsparciami były zeszłotygodniowe dołki i choć zaczęliśmy je naruszać,

ostrzegałem że wystarczy iskierka by fundusze chciały przy tak niskim

Reklama
Reklama

obrocie wybronić rynek. Długo nie trzeba było czekać, a PEO i PKN zaczęły

oddalać indeks od wsparć. Odreagowanie doprowadziło oba rynki pod szczyty

(kontrakty 1531 pkt) i tutaj rynek zamarł. Kontrakty9.gif Indeks9.gif

Prawie 3-godzinna konsolidacja trwała aż do danych w USA. Nie wniosły one

nic nowego do obrazu amerykańskiej gospodarki, ale nieco w końcu rozruszały

Reklama
Reklama

nasz rynek. Nie z powodu tego, że były złe, czy dobre. Ale z faktu, że sporo

inwestorów w ogóle wstrzymało zlecenia czekając na dane. Po publikacji 10

zleceń po dosłownie parę sztuk sprowadziło kontrakty 5 pkt. niżej,

uruchomiło parę stopów i tak "reakcja" na dane skończyła się dwucyfrowym

spadkiem, który do tego wszystkiego jeszcze przestraszył inwestorów na rynku

Reklama
Reklama

kasowym.

Na krótko, bo tą "sztuczność" spadku jeszcze szybciej umiejętnie wykorzystał

któryś z "koszykarzy". Najpierw podbieranie kontraktów, a później kupno paru

koszyków akcji doprowadziło na kontraktach do natychmiastowego wzrostu ponad

15 pkt. Koszykami handlują ostatnio głównie arbitrażyści, ale to nie był

Reklama
Reklama

arbitraż i ktoś wyraźnie chciał jedynie wyciągnąć kontrakty.

Trzeba o tych wahaniach (w obie strony) jak najszybciej zapomnieć, bo

naprawdę więcej tu przypadku, niż przemyślanych (na dłuższy termin) decyzji

większych graczy. Dzisiaj wyraźnie zrobili sobie wakacje, oddając na razie

los naszego rynku w ręce pojedynczych transakcji i nastrojów na

zagranicznych parkietach. Jeśli spojrzeć na węgierski Bux to na jutro wróżyć

nic dobrego nie można. Wsparcie na zeszłotygodniowych dołkach 9100 pkt. w

końcu nie wytrzymało i na koniec sesji rynek gnębi wyprzedaż. Co prawda nasz

rynek jest już po fali spadkowej, a tam dopiero się ona zaczyna, ale

nastrojów to nie poprawi. Zostało jednak jeszcze USA. MP

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama