Tak naprawdę zwyżka może w każdej chwili się załamać.

Na amerykańskich rynkach podaż też ma w ostatnich dniach wyraźną przewagę. Potwierdziła to czwartkowa sesja. U nas znów słabną obligacje. Od razu przekłada się to na złotego. Stopniowo traci on na wartości od trzech dni. Euro kosztuje już 4,66 zł. Na świecie dolar też ma problem z odrabianiem strat po wtorkowej przecenie. Do euro oscyluje wokół poziomu 1,19.

Dodatkowo widać, że nastawienie do rynków w naszym regionie nie jest najlepsze. Na wartości traci w ostatnich dniach węgierski BUX. Wczoraj wybił się w dół z konsolidacji i zmienił trend na spadkowy. Prawdopodobnie negatywnie na postrzeganiu parkietów z naszego regionu wpływają oddalająca się perspektywa przyjęcia euro oraz odwrót inwestorów z rynku rosyjskiego. Na wykresie RTS testowana jest w tym tygodniu pięcioletnia linia trendu wzrostowego. Jej przełamanie zapowiadać będzie trwałe pogorszenie koniunktury na tamtejszym parkiecie.

W odniesieniu do naszej giełdy na myśl nasuwa się prosta diagnoza. Jeśli inwestorzy z taką determinacją wyprzedają akcje to nie robią tego po to, by wracać na rynek po 5% czy 10% przecenie. Oczekują raczej zdecydowanie mocniejszego spadku. Przekonuje o tym przełamanie kilku kolejnych ważnych wsparć na WIG20. Wczoraj zasłonięta została luka hossy z połowy sierpnia, przekroczone zostało 38,2-proc. zniesienie kilkumiesięcznego wzrostu. Jednocześnie WIG zamknął się poniżej wrześniowego dołka, potwierdzając ostatecznie zmianę trendu na rynku na zniżkowy. To argumenty przemawiające za dalszą zniżką. Nie można jednak pomijać tego, że WIG20 przez 4 dni stracił blisko 150 pkt, więc odbicie jak najbardziej mu się należy.

Po półtorej godzinie handlu WIG20 zyskiwał 1,35% i miał wartość 1434 pkt. Najlepiej przed południem wypadały Bank Millennium i ComputerLand (w górę o prawie 4%) oraz KGHM ( wzrost o ponad 3%). Na minusie pozostawał BZ WBK. Barierą dla zwyżki jest połowa wczorajszej świecy - 1442 pkt.