Wtorkowa sesja przyniosła zatrzymanie obserwowanej w ostatnich dniach aprecjacji złotego. Kurs EUR/PLN po przetestowaniu wsparcia na 3,90 powrócił w okolice 3,9250, a USD/PLN po spadku w rejon 3,1150-3,12 powrócił powyżej 3,15. Dzisiaj przed godz. 9:00 notowaliśmy wyższe poziomy - za jedno euro płacono blisko 3,95 zł, a za dolara 3,18 zł. Sytuacja ta została jednak dosyć szybko wykorzystana przez sprzedających waluty co pokazuje z jaką tendencją mamy cały czas do czynienia.
Wczoraj do realizacji zysków mogła skłonić inwestorów wypowiedź lidera PO, który dał do zrozumienia, że rok 2009 może być nierealnym terminem wprowadzenia euro, mimo podejmowanych przez przyszły rząd starań w tym zakresie. Tym samym inwestorzy pomału zaczynają sobie uświadamiać, że zmiana rządu w Polsce nie sprawi, iż z dnia na dzień stan finansów publicznych będzie lepszy, a składane wcześniej deklaracje przedwyborcze zaczną być szybko wcielane w życie. Drugą kwestią mógł być niższy od oczekiwanego zgłoszony popyt na dzisiejszym przetargu dwuletnich obligacji (4,92 mld zl wobec 2,0 mld zł oferty). Trzecia kwestia to zachowanie się rentowności amerykańskich obligacji i dolara, który pokonał wczoraj istotny poziom 1,2450 na EUR/USD. Nie są to jednak czynniki mogące przyczynić się do szybkiego odwrócenia panującego ostatnio trendu. Wydaje się zatem, że do wyraźniejszej zmiany może dojść dopiero po wyborach.
Technika pokazuje, iż silnym oporem nadal pozostaje poziom 3,95 na EUR/PLN i 3,1750 na USD/PLN. W najbliższym czasie rynek może kierować się w stronę 3,9250 na EUR/PLN i 3,14-3,15 na USD/PLN. Nie można jednak wykluczyć, że zejdziemy jeszcze niżej. To czy tak się stanie w dużej mierze zależeć będzie od spekulacji wokół wrześniowej decyzji FED co do poziomu stóp procentowych w USA. Brak podwyżki będzie równoznaczny z tym, że kapitały nadal będą napływać na rynki wschodzące.
Rynek międzynarodowy
Środa przyniosła umocnienie się dolara, a notowania EUR/USD zeszły poniżej ważnego poziomu 1,2450. Rynek cały czas nie ma koncepcji co do tego jak zachowa się FED podczas zaplanowanego na 20 września posiedzenia. Argumentów za kolejną podwyżką stóp procentowych jest tyle samo, co opinii przemawiających za tym, aby wstrzymać się z taką decyzją. Jak na razie z wypowiedzi przedstawicieli FED wynika jednak, iż zdecydują się oni na dalsze zaostrzenie polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych. Wczoraj szef oddziału Rezerwy Federalnej w Chicago, Michael Moskow stwierdził, iż presja inflacyjna w gospodarce sprawia, że polityka "umiarkowanych" podwyżek powinna być kontynuowana. Niecały tydzień temu w podobnym tonie wypowiadał się szef FED z Filadelfii, Anthony Santomero. Natomiast na dzisiaj zaplanowane zostało przemówienie Janet Yellen w San Diego. Przeciwko podwyżce opowiada się natomiast część ekonomistów i polityków, którzy powołują się na negatywny wpływ huraganu Karina na amerykańską gospodarkę - ich zdaniem FED powinien zaczekać, aby uzyskać lepszy pogląd na obecny stan gospodarki. Wczoraj Biuro Budżetowe Kongresu podało, iż wzrost PKB może spowolnić aż o 1 punkt procentowy w przeciągu najbliższego roku.