Większość analityków spodziewała się, że podczas swojego marcowego posiedzenia zdecyduję się on na 25 pkt podwyżkę poziomu stóp procentowych w strefie euro. I rzeczywiście. W czwartek, zgodnie z prognozami główna stopa refinansowa została podniesiona do poziomu 2,5 proc. Dodatkowo pojawiły się zapowiedzi możliwego dalszego podwyższania kosztów pieniądza w Eurolandzie. Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu Jean-Claude Trichet poinformował o podniesieniu prognozy zarówno dla wzrostu gospodarczego, jak i dla inflacji - tej ostatniej z racji sytuacji na rynku ropy. Wsparciem dla euro były jednak także opublikowane dane makro, które pokazały poprawę stanu gospodarki oraz utrzymującą się presję inflacyjną. W lutym w stosunku do stycznia polepszył się zarówno klimat w biznesie, jak i nastroje w gospodarce, przemyśle i wśród konsumentów. W miesiącu tym wzrosły także indeksy obrazujące stan sektorów: wytwórczego i usług. Wzrost PKB strefy euro w czwartym kwartale wyniósł r/r 1,7 proc. i był nieco wyższy niż w trzecim (+1,6 proc.). Z kolei w styczniu r/r podaż pieniądza M3 wyniosła 7,6 proc., inflacja 2,4 proc., a ceny produkcji sprzedanej przemysłu 5,3 proc. Dodatkowo wstępne dane za luty pokazały roczny wzrost wskaźnika HICP na poziomie 2,3 proc. Z drugiej strony zielonemu dane z USA nie pomagały. Informacje o sprzedaży domów na rynku pierwotnym i wtórnym oraz dynamice wydatków na inwestycje budowlane za styczeń rozczarowały. Podobnie rzecz się miała z tymi o zaufaniu i nastrojach konsumentów oraz indeksie Chicago PMI za luty oraz tymi o "tygodniowym bezrobociu". Pozytywnie zaskoczyły jedynie dane o ogólnokrajowej aktywności sektora wytwórczego i usług za luty (indeksy ISM). Z kolei zrewidowane informacje o PKB za IV kwartał nie odbiegały od oczekiwań. Wzrost wyniósł 1,6 proc. wobec 1,1 proc. we wcześniejszych estymacjach. Zgodne z prognozami były także dane o wydatkach i dochodach konsumenckich za styczeń.
Rynek krajowy
Ostatni tydzień przyniósł osłabienie złotego. Wraz ze zwyżką kursu EUR/USD było to jednak widoczne tylko na krosie EUR/PLN - cena euro 3 marca wzrosła do 3,8100/20. W stosunku do dolara nasza waluta nie uległa większej zmianie. W piątek o godz. 16:10 kurs EUR/PLN wynosił 3,8054, kurs USD/PLN 3,1683, a odchylenie -17,85 proc. 24 lutego na zamknięciu było to odpowiednio: 3,7610/3,1675/-18,44 proc. We wtorek, po długich obradach Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o obniżeniu stóp procentowych o 25 pkt bazowych, do najniższego poziomu w historii (tj. do 4 proc.), a z komunikatu jej towarzyszącego wynikło, że kolejne "cięcie" jest bardzo prawdopodobne. Nie ma się co dziwić, że w takich warunkach i zgodnie z oczekiwaniami środowa aukcja obligacji 2-letnich o wartości 1,8 mld złotych była udana. Popyt inwestorów wyniósł ponad 5,7 mld złotych. Sukcesem zakończył się także przetarg dodatkowy na, którym zaoferowano papiery o wartości 360 mln złotych. Nadzieje na kolejne obniżki nie zdołały jednak wspomóc złotego. Naszej walucie zaszkodziło bowiem nałożenie się na siebie kilku czynników. Po pierwsze byliśmy świadkami ponownego zamieszania w "pakcie stabilizacyjnym". Andrzej Lepper nie ukrywał, że zawarta nie tak dawno umowa jest zagrożona. Nosem na współpracę z PiS kręciła także LPR. W rezultacie Jarosław Kaczyński po raz kolejny zagroził przedterminowymi wyborami. Drugim faktorem były informacje NBP o tym, że na lutowym posiedzeniu RPP nie rozważała 50 pkt obniżki stóp. Trzeci czynnikiem była podwyżka stóp w Eurolandzie. Warto pamiętać o tym, że podczas gdy Rada sukcesywnie obniża koszt pieniądza większość banków centralnych na świecie kontynuuje proces podwyżek. Opłacalność inwestowania w aktywa denominowane w polskiej walucie sukcesywnie zatem maleje. Opublikowane w czwartek przez Główny Urząd Statystyczny dane o PKB za czwarty kwartał zbytnio nie zaskoczyły. Tempo wzrostu gospodarczego wyniosło 4,2 proc. i było tylko minimalnie wyższe niż oczekiwano (+4,1 proc.). Inwestycje wzrosły o 9,8 proc., a popyt krajowy o 5 proc. Informacje te dobrze wróżą i pokazują, że I kwartał bieżącego roku także może być niezły. Jedyne co niepokoi, to nadal dość mizerny wzrost konsumpcji.
Autor: Marek Nienałtowski