Wysoką inflację już wcześniej rynek dyskontował w postaci rekordowych cen złota, które dzisiaj notowane było na poziomie 626.46 dolarów za uncję. Mamy zatem dwa wskaźniki inflacji, z których wynika, że jednak w dalszym ciągu Ameryka ma wielki problem ze wzrostem cen. Wczorajsze dane PPI uspokoiły nieco obawy, tym bardziej, że dane z rynku nieruchomości - spadek liczby nowych budów i spadek liczby pozwoleń na budowę w marcu odpowiednio o -7.8% m/m i -5.5% m/m poważnie świadczyły o jakimś pęknięciu bańki spekulacyjnej, o zmianie trendu wskutek długiego cyklu podwyżek stóp procentowych i podrożenia pieniądza. Ropa naftowa pozostaje powyżej 70 dolarów za baryłkę i to niestety dla dolara nie jest dobra wiadomość i nie pozwalająca na umacnianie się zielonego.
W kraju przeciętne wynagrodzenie w marcu wzrosło +3.5% m/m i +5.4% r/r. Potwierdzenia trendu należy szukać w danych następnych miesięcy. Na razie wynagrodzenia nie nadążają za rosnącymi kosztami mieszkalnictwa, a więc nie można powiedzieć, że ich obecny wzrost jest groźny dla poziomu inflacji. Złotówka dramatycznie umocniła się w ciągu tego tygodnia. Oczywiście głównie za sprawą rynku globalnego, ale nie umocniłaby się w taki sposób, gdyby nie zmiana oczekiwania funduszy spekulacyjnych odnośnie polskich stóp procentowych. Popyt na złotówkę odzwierciedla większe prawdopodobieństwo obniżek stóp krajowych niż przedtem. Najnowsze dane GUS-u o inflacji konsumentów pokazują deflację w marcu -0.1% miesiąc do miesiąca (marzec do lutego), przy stagnacji cen już w lutym. Cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego jest bardzo odległy. Dzisiaj USDPLN spadł nawet do 3.1460 i wskaźnik dziennych na poziomie -270 już sygnalizuje ekstremalne wyprzedanie rynku. Nietrudno o korektę choćby na zamykanie krótkich pozycji. Momentum spadkowe utrzyma się nadal przy zamknięciach słabszych od 3.1750. Spadki EURPLN są o wiele skromniejsze i rynek nie jest ekstremalnie wyprzedany. Pod koniec miesiąca EURPLN powinien wejść w chmurę Ichimoku i zapowiada to zwykle jeszcze niższe ceny. Wsparcie z chmury znajduje się na poziomie 3.8700. Atraktorem końca kwietnia jest poziom niewiele poniżej 3.8900 i jak widać spadki euro/złotego zbliżyły się cenami do teoretycznego poziomu równowagi. Silne spadki USDPLN przetrąciły wiele długich pozycji po uruchomieniu stop lossów. Nie jest możliwe, aby bez większych powodów złotówka osłabiała się teraz do 3.2400, chociaż krakania o tym było bardzo wiele.
O godzinie 16:30 USDPLN notowany był na poziomie 3.1700, euro/złoty na poziomie 3.9100, natomiast EURUSD na poziomie 1.2327.
Jutro poznamy krajową produkcję przemysłową marca, która powinna być lepsza od lutego przede wszystkim z powodu czynników sezonowych. Dane handlu zagranicznego Polski w okresie styczeń-luty 2006 nie zachwyciły. W ujęciu złotówkowym eksport lutego wzrósł +2.89% m/m, natomiast import wzrósł +4.26%. Ani eksport ani import nie przekroczył poziomu grudnia zeszłego roku. Wzrost eksportu nastąpił w warunkach bardzo silnej złotówki. USDPLN utrzymywał się przeważnie poniżej 3.1900, natomiast EURPLN poniżej 3.8100, co oznacza że w lutym krajowi eksporterzy mieli wyjątkowo niekorzystną sytuację i nie byli konkurencyjni na rynku.
Wzrost cen ropy jest podyktowany obawami o odcięcie dostaw irańskich i przez spadek zapasów w USA. Również droższa jest miedź, cynk i srebro. Wzrost cen surowców przypomina rozpędzony pociąg. Dolar nie powinien być tak mocny do euro jak obecnie. Jednak większe zmiany dzisiaj występują na japońskim jenie, który osłabia się w zagadkowy sposób do dolara, ale szczególnie do funta brytyjskiego i euro. GBPJPY jest notowany na poziomie 210.70, natomiast EURJPY już 145.30. Osłabienie jena powinno poprawić wzrost cen w Japonii, mile widziany po wielu latach deflacji, ale również zwiększa konkurencyjność eksportu Japonii w stosunku do eurostrefy i Ameryki.