Po pierwsze potrzebne są dalsze kroki Stanów Zjednoczonych w kierunku oszczędności państwa i poprawy poziomu oszczędzania ludności. Po drugie w Europie potrzebne są dalsze działania w kierunku wprowadzania w życie reform strukturalnych rynku pracy i poprawy elastyczności rynku produkcji i usług. Po trzecie potrzebne są dalsze działania Japonii zapewniające bieżący wzrost gospodarczy w oparciu o zdecydowaną i konsekwentną politykę fiskalną i zapewniające długoterminowy wzrost w oparciu o reformy strukturalne. Na rynkach wschodzących Azji, a szczególnie w Chinach krytyczne znaczenie ma zapewnienie większej elastyczności kursów walut w celu zwiększenia wartości tych walut, wszędzie tam gdzie umacnia się popyt wewnętrzny, zmniejszenie forsowania strategii pro-eksportowych i umocnienie sektorów finansowych. W krajach produkujących ropę naftową potrzebne jest przyspieszenie inwestycji naftowych, wzrost dywersyfikacji gospodarczej i poprawa elastyczności kursów walut w niektórych przypadkach. W innych krajach odnotowujących nadwyżkę obrotów bieżących potrzebne jest poparcie konsumpcji krajowej, wzrost elastyczności lokalnych gospodarek i poprawa klimatu do inwestycji.
To, czego zabrakło w spotkaniu prezydenta Hu z prezydentem Bushem, to co było dyplomatycznie pominięte w trakcie oficjalnych rozmów, zostało wyeksponowane przez kraje G7. Z pewnością problemy z Chinami nie należą do problemów tylko stosunków bilateralnych, pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Z tego powodu do komunikatu G7 należy przywiązać większą wagę niż kiedykolwiek przedtem i można odnieść wrażenie, że sytuacja nabrzmiała do tego stopnia, że chyba mamy do czynienia już z jakimś brakiem cierpliwości. Chiny są problemem globalnym ze względu i na wielkość (potęgę), i na poziom eksportu i szybkość wzrostu PKB i ze względu na niedowartościowanego juana i w końcu ze względu na niezbyt uczciwą konkurencyjność towarów made in PRCh. Ten ostatni czynnik spędza sen z powiek wielu producentów w wielu krajach świata. Brak cierpliwości G7 widoczny jest również w stwierdzeniach odnoszących się do innych nie rozwiązanych zagadnień. Z jednej strony G7 popiera globalizację i nawołuje do zmniejszania protekcjonizmu handlowego, z drugiej strony przyznaje się do pewnej bezsilności, bowiem stwierdza w innym miejscu, że formy protekcjonizmu stale się rozwijają. Będą się rozwijać dopóki gospodarki krajów rozwiniętych będą grać w brydża, tolerując przy stole pokera Chińczyków.
Komunikat G7 odegrał na tyle mocną rolę na rynkach finansowych, że dolar otworzył się z wielkimi lukami spadkowymi na całym froncie. Osłabienie dolara jest również następstwem rekordów cen surowców. Ropa notowana jest dzisiaj na poziomie 75.12 dolarów za baryłkę. Złoto kosztuje 638.50 dolarów za uncję.
O godzinie 14:00 USDPLN notowany był na poziomie 3.1160, euro/złoty na poziomie 3.8560 zaś euro/dolara na poziomie 1.2367. Po otwarciu Europy EURUSD podszedł przejściowo już nawet lekko powyżej 1.2400. Ale to waluty azjatyckie, a nie euro dzisiaj przeżywają prawdziwy szał kupowania. Dolar/jen zmierza w kierunku 114.00 przebijając figurę 115.00. Silny trend spadkowy widoczny jest również na EURJPY i GBPJPY.
Osłabianie się dolara spowodowało umacnianie się złotówki na całym froncie, chociaż warto zauważyć, że na dziennych przy obecnych cenach wskaźnik CCI pokazuje dywergencje wzrostowe.