Po wyeliminowaniu czynników sezonowych produkcja przemysłowa spadła -0.5% m/m. Ceny produkcji sprzedanej przemysłu w kwietniu 2006 były o 1.4% wyższe niż w poprzednim miesiącu. Najwięcej wzrosły ceny w górnictwie (o 7.3%), czemu nie należy się dziwić, przy całym szaleństwie z bańką spekulacyjną rynku surowców. W przetwórstwie przemysłowym zanotowano wzrost cen o 1% m/m. Przypomnieć trzeba, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw spadło w kwietniu o -1.7% m/m. Obserwujemy kilka rzeczy: popyt wewnętrzny jest nadal niezwykle słaby, nie widać presji inflacyjnej ze strony wynagrodzeń, produkcja przemysłowa jest daleka od oczekiwań, nie tylko nie wykazuje wyraźnego wzrostu dynamiki, ale drugi rok z kolei zachowuje się w sposób bardzo niestabilny, sugerując wpływ bieżących (krótkoterminowych) czynników znacznie bardziej niż wynikałoby z generalnego pozytywnego sentymentu po wejściu Polski do Unii Europejskiej, nie widać hurraoptymizmu w inwestycjach, nie widać też dobrych perspektyw dla zmniejszenia bezrobocia, poza emigracją siły roboczej za granicę. Przy stopach procentowych 4% nasila się nadpłynność sektora bankowego i zwiększa restrykcjność polityki monetarnej. Tak kiepski kwiecień może spowodować, że wkrótce Rada Polityki Pieniężnej będzie miała podobny problem jak Bernake, co zrobić w obliczu spowolnienia gospodarczego i wzrostu inflacji w cenach producentów. Krajowe fundusze poddały się presji zagranicy. Silna przecena akcji wiąże się z silnymi korektami na rynku surowców z zeszłego tygodnia.
Od nowego szczytu roku 1.2971 na euro/dolarze z minionego poniedziałku zarysowała się korekta spadkowa, która nie zakończyła się jeszcze, ale jest teraz bardziej spłaszczona niż mogło się wtedy wydawać i to pomimo korzystnych (dla dolara) tendencji na rynku surowców. Zasięg i długość tej korekty zależą od zachowania się rynku metali i surowców. Gwałtowne spadki cen miedzi, srebra, złota, które z kolei przeniosły się na spadki akcji, a spadki akcji na spadki indeksów giełd namieszały sporo na rynku walutowym. Sentyment w naszym regionie uległ znacznemu pogorszeniu. Od początku zeszłego tygodnia na poszczególnych segmentach rynku globalnego doszło do jakiegoś znaczącego tąpnięcia. Dzisiaj ceny ropy są niżej niż w piątek spadając do 68.05 dolarów za baryłkę. Złoto spadło znacznie poniżej 700 dolarów za uncję (646.70).
Na początku nowego tygodnia do środy nie mamy żadnych danych z USA. Dolar zyskał w ujęciu tygodniowym po raz pierwszy od czterech tygodni. Jak podkreślałem wielokrotnie, nie sposób mówić o mocniejszym dolarze przy rekordowych notowaniach surowców. Na wykresach ropy powstała formacja podwójnego szczytu, która może przynieść poważniejszą korektę cen i umożliwić dolarowi odzyskanie trochę straconego terytorium.
Osłabienie złotówki świadczy o sporych przetasowaniach i dużym ruchu w transferach spekulacyjnych. Byłoby naiwnością stwierdzić, że nie ma się czym martwić. W ślad za rynkiem globalnym złotówka przeważnie potrafiła bardziej się umacniać, aniżeli osłabiać. Teraz jest jakby odwrotnie. W znany czwartek na wolumenie WIG-u i WIG20 powstała bifurkacja Hopfa i charakterystyczna dystrybucja akcji na bardzo wysokich poziomach. Sentyment rynku akcji nie uległ zmianie. Na krajowym parkiecie indeksy pokazują bardzo silne spadki i podobna sytuacja panuje na giełdzie rosyjskiej, brazylijskiej i tureckiej.
Osłabienie złotówki utrzymuje się w dalszym ciągu i gdyby nie tajemnicze kontrakcje, zarówno dolar/złoty jak i euro/złoty mielibyśmy na zupełnie innych poziomach. O godzinie 15:27 USDPLN notowany był na poziomie 3.0930, natomiast EURPLN na poziomie 3.9482. W tym samym czasie EURUSD notowany był na 1.2761.