Nie jest przyjemnie relacjonować tak kiepski sentyment, nie jest właściwe, aby ingerować w wolny rynek w postaci jakiegoś dofinansowania bankrutujących inwestorów, ale widocznie sytuacja powstała jest na tyle wyjątkowa, że ktoś musiał i obiecać coś wyjątkowego jak na rynek, który w rzeczy samej nie zna litości i czegoś takiego jak zmiłuj się. Przy tym wszystkim rynek walutowy, wolny od nowych fundamentów, zszedł na dalszy plan. Bowiem jeśli coś dzieje się na świecie sensacyjnego, to staje się oczywiste, że za światłami reflektorów stają dziennikarze i sprawozdawcy sportowi relacjonujący na żywo z większym przejęciem. We wtorek widoczny jest dalszy ciąg tąpnięcia na warszawskim parkiecie i szczególnie mocno spadają indeksy małych spółek. To może oznaczać, że dzisiaj giełda została pozostawiona mniejszym inwestorom dla przetestowania ich odporności, a gdy do gry podłączą się więksi, indeksy odreagują znaczną część spadków.
Przeceny na rynkach wschodzących to efekt wychodzenia kapitału zagranicznego. Na wolnym rynku zamykanie swoich pozycji jest prywatną sprawą każdego inwestora. Nie można nikogo ani zmusić, ani mu tego zabronić, ale biorąc pod uwagę powszechność spadków na większości giełd tych krajów trudno nie oprzeć się wrażeniu, że zachowanie się dużych inwestorów miało po pierwsze charakter i stadny i naśladowczy. O wiele większe spustoszenie robi nie tyle samo zamknięcie pozycji i poczekanie na lepsze warunki rynkowe, co zamknięcie pozycji i opuszczenie rynku. Ewakuacja kapitału musi zawsze doprowadzić do szybszego zakończenia trendu, niż komukolwiek się wydawało, zwłaszcza jeżeli rodzimy kapitał jest słaby czy słabo zorganizowany. W przypadku warszawskiej giełdy na szczęście takie obawy nie mają mocnych podstaw i sytuacja powinna ustabilizować się.
Złotówka reaguje na powrót wyższych notowań euro/dolara, a ten reaguje na zwyżki notowań ropy naftowej (ponad 70 dolarów za baryłkę). Złoto notowane jest na poziomie 661 dolarów za uncję.
Produkcja przemysłowa w kwietniu spadła w stosunku do marca -9.5%, natomiast rok do roku była wyższa o +5.8%. Po wyeliminowaniu czynników sezonowych produkcja przemysłowa spadła -0.5% m/m. Ceny produkcji sprzedanej przemysłu w kwietniu 2006 były o 1.4% wyższe niż w poprzednim miesiącu. Najwięcej wzrosły ceny w górnictwie (o 7.3%), czemu nie należy się dziwić, przy całym szaleństwie z bańką spekulacyjną rynku surowców. W przetwórstwie przemysłowym zanotowano wzrost cen o 1% m/m. Przypomnieć trzeba, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw spadło w kwietniu o -1.7% m/m. Obserwujemy kilka rzeczy: popyt wewnętrzny jest nadal niezwykle słaby, nie widać presji inflacyjnej ze strony wynagrodzeń, produkcja przemysłowa jest daleka od oczekiwań, nie tylko nie wykazuje wyraźnego wzrostu dynamiki, ale drugi rok z kolei zachowuje się w sposób bardzo niestabilny, sugerując wpływ bieżących (krótkoterminowych) czynników znacznie bardziej niż wynikałoby z generalnego pozytywnego sentymentu po wejściu Polski do Unii Europejskiej, nie widać hurraoptymizmu w inwestycjach, nie widać też dobrych perspektyw dla zmniejszenia bezrobocia, poza emigracją siły roboczej za granicę. Przy stopach procentowych 4% nasila się nadpłynność sektora bankowego i zwiększa restrykcjność polityki monetarnej. Tak kiepski kwiecień może spowodować, że wkrótce Rada Polityki Pieniężnej będzie miała podobny problem jak Bernake, co zrobić w obliczu spowolnienia gospodarczego i wzrostu inflacji w cenach producentów. Krajowe fundusze poddały się presji zagranicy. Silna przecena akcji wiąże się z silnymi korektami na rynku surowców z zeszłego tygodnia.
Od nowego szczytu roku 1.2971 na euro/dolarze z minionego poniedziałku zarysowała się korekta spadkowa, która przeszła jak się wydaje w trend boczny na wysokich poziomach. Zasięg i długość tej korekty zależą od zachowania się rynku metali i surowców. Gwałtowne spadki cen miedzi, srebra, złota, które z kolei przeniosły się na spadki akcji, a spadki akcji na spadki indeksów giełd namieszały sporo również na rynku walutowym. Sentyment w naszym regionie uległ znacznemu pogorszeniu. Od początku zeszłego tygodnia na poszczególnych segmentach rynku globalnego doszło do jakiegoś znaczącego tąpnięcia. Na giełdach polała się prawdziwa krew.