Potem jednak rynki naszego regionu zaczęły oddawać nieco pola, w związku z czym i nasz zaczął się cofać. Do południa spadek był powolny i odbywał się w dosyć ospałej atmosferze. Kiedy jednak indeksy spadły poniżej poziomów czwartkowych zamknięć tempo zniżki wyraźnie się zwiększyło. Jednym z powodów osłabienia były z pewnością informacje o możliwej dymisji wicepremier Gilowskiej, ale nie był to powód jedyny. Po południu już wszystkie rynki naszego regionu zgodnie zniżkowały po ponad 1%. U nas było podobnie. W końcówce sesji widać było już bardzo duże zniechęcenie - spadek w przypadku WIG20 sięgnął 2%, a indeks przełamał poziomy czwartkowych minimów. W trakcie końcowego fiksingu, podobnie jak we czwartek, pojawiły się większe zleceni i dzięki temu rynek nieco oddalił się od dziennego minimum. Sesja jednak i tak zakończyła się mocnym, czwartym z rzędu, spadkiem, a WIG20 zanotował nowe blisko trzymiesięczne minimum (w cenach zamknięcia). Wymiana nie była tak aktywna jak we czwartek, ale obroty przekraczały średnią z ostatnich dwóch tygodni. Spośród sektorów słabo zachowywały się banki, z Pekao na czele. Dosyć duży popyt niemal przez całą sesję widać było na TPSA. Początkowe mocne były KGHM i PKN, w drugiej części sesji zachowywały się jednak słabo.
Na wykresie WIG20 utworzyła się wysoka czarna świeca, przesłaniająca korpusem świecę z czwartku. Obraz techniczny rynku nieco się pogorszył, ale indeks wciąż znajduje się blisko strefy wsparć na ok. 2750 pkt i jednocześnie nieznacznie powyżej majowego minimum na 2712 pkt. Układ wskaźników technicznych jest nieco gorszy, ale najszybsze pokazują znaczne wyprzedanie rynku. W połączeniu z bliskością majowego minimum jest to argument za wyhamowaniem spadków. Tym bardziej, że trwają już one cztery sesje z rzędu. Alternatywą jest wyraźne przełamanie minimum na 2712 pkt i kontynuacja zniżki. Na razie jednak bardziej prawdopodobne jest zatrzymanie przeceny i odbicie na kolejnych sesjach.