Reklama

Komentarz z rynku

Analiza fraktalna na czwartek 22.06.06 Interwencja Banku Słowacji, kryzys węgierskiego modelu polityki monetarnej i odpływ kapitału spekulacyjnego z rynków wschodzących to niewątpliwie strzały ciężkiego kalibru godzące również w złotówkę. Na dodatek dolar zyskuje na rynku globalnym, chociaż dzieje się tak wbrew temu, co widać na rynku surowców, w tym na ropie i złocie.

Publikacja: 22.06.2006 18:36

EURUSD zniósł już wszystkie wzrosty ze środy utrzymując momentum spadkowe. Przed parlamentem wystąpił prezes Banku Japonii i dalej nie wiadomo, czy skończy się to zakończeniem jego kariery, czy nie. Fukui przed laty zainwestował spore sumy w fundusz pewnego jegomościa, który niedawno został aresztowany za tak zwane insider trading, czyli wykorzystywanie poufnych informacji przed innymi dla osiągnięcia korzyści. Jeżeli prezes ustąpiłby, moment zmiany polityki monetarnej musiałby zostać znacznie przesunięty w czasie i zachwiać jenem. Jen słabnie w takim tempie, że wygląda na to, że rynek bardziej wierzy w odejście Fukui.

Cały ten tydzień jest ubogi w dane statystyczne. Na naszej giełdzie trwa konsolidacja na niskich poziomach po ponad miesiącu silnej przeceny indeksów. Obniżenie ratingu długu Węgier spowodowało silny spadek notowań forinta. Południowoafrykański rand jest najsłabszy od dwóch lat. Wychodzenie z rynków wschodzących wydaje się być jeszcze nie zakończonym tematem. Coś drgnęło w produkcji przemysłowej i po kwietnowym spadku -0.5% m/m, maj był o wiele lepszy notując wzrost +3.8% m/m. To jest w zasadzie pierwszy miesiąc lepszych wyników gospodarki w tym roku, biorąc pod uwagę bieżące trendy. Szkoda, że wzrost produkcji nie jest stymulowany odpowiednio przez konsumentów. Przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach krajowych spadło -0.8% m/m i było wyższe +5.2% r/r. Dane te potwierdzają negatywny obraz popytu wewnętrznego. Z tej strony nie widać żadnej presji inflacyjnej, a jak pamiętamy, i wzrost wskaźnika cen, nieco wyższy niż miesiąc wcześniej, nie ma charakteru inflacyjnego, a wynika przede wszystkim ze wzrostu cen paliw i kosztów transportu.

Ciężkie straty na warszawskich indeksach zostały odrobione w małej części. Osłabienie złotówki trwa jednak nadal. Brakuje dobrego impulsu dla zmiany sentymentu. Dzisiaj ropa notowana była na poziomie prawie 71.00, a złoto 592.50 dolarów za uncję. Wyższe ceny surowców nie osłabiają dolara i to jest zagadka. Albo jeden segment, albo drugi musi w końcu pokazać coś innego. Biorąc pod uwagę specyfikę rynków, wydaje się, że umocnienie dolara jest jakąś pułapką.

Z kraju doniesiono, że Ministerstwo Finansów planuje zmiany przepisów podatkowych dla spółdzielni mieszkaniowych w ustawie o CIT. Opodatkowane zostaną dochody, od których obecnie nie trzeba płacić podatku, na przykład z wynajmu lokali. Skutkiem planowanych zmian będzie konieczność podniesienia kosztów mieszkalnictwa i zmuszenie spółdzielców do zadłużania się w bankach. Fakt, że większość działalności spółdzielni opiera się na samofinansowaniu jest solą w oku bankierów, którzy czekają na zmiany osłabiające pozycję spółdzielni. Zmiany spowodują konieczność zaciągania drogich kredytów w bankach, ponieważ obciążenie podatkami uszczupli środki pozostające do dyspozycji administracji i zarządców nieruchomości. Autorzy projektu w nieźle skrywany sposób pragną, aby spółdzielcom podnieść ryzyko niewypłacalności i wykreować niszę mieszkań i nieruchomości do licytacji przez komorników. Komuś zależy, aby z jednej strony spółdzielnie mieszkaniowe nie mogły prowadzić działalności gospodarczej w nieograniczony sposób, jak czynią to spółki prawa handlowego, a z drugiej strony obciążać je więcej ze strony fiskusa, a wtedy ich rola na rynku nie tylko ulegnie radykalnemu osłabieniu, ale staną się bardzo finansowo zależne od banków komercyjnych znajdujących się rękach zagranicznego kapitału. Atak w spółdzielnie prowadzony jest akurat nie w tym kierunku co trzeba i stanowi przykład szkodliwego dla gospodarki myślenia o rzekomym równaniu do pozostałych uczestników rynku. Tej równości resort finansów nigdy nie osiągnie, a jedynym trwałym efektem będzie wzrost stawek eksploatacyjnych, wzrost czynszów i depresja. Autorów takich projektów nie wolno ganić, a zwalniać, bowiem szkoda czasu, naprawdę.

Z kraju majowe CPI wzrosło +0.5% m/m i +0.9% r/r. Wzrosty cen w maju nie są powszechne w koszyku dóbr i usług. Widać wyraźnie, że dotyczą przede wszystkim cen żywności i napojów bezalkoholowych, oraz transportu i paliw. Można powiedzieć, że odzwierciedlają jeden mocny czynnik ekonomiczny jakim są koszty paliwa, a zatem i transportu. Struktura zmian cen nie powinna zatem budzić nieuzasadnionego lęku. Nie mamy do czynienia z popytowym wzrostem cen. Dane o handlu zagranicznym w kwietniu 2006 roku są niedobre. Eksport kwietnia spadł -3.99% m/m w ujęciu złotówkowym, import spadł -10.34% m/m. Deficyt handlowy w okresie I-IV 2006 nieznacznie wzrósł w ujęciu rocznym.

Reklama
Reklama

Popyt wewnętrzny jest słaby i może ulec dalszemu osłabieniu przy realnie bardzo wysokich stopach procentowych i drożejących ratach spłacanego kredytu w walutach obcych, a o kredytach złotówkowych już nie mówiąc. Spekulacyjne wzrosty cen mieszkań i gruntów wobec braku planów zagospodarowania przestrzennego i braku wolnych gruntów, mogą spowodować zastój na rynku nieruchomości i znaczne spowolnienie tempa wzrostu sektora mieszkalnictwa, który stanowi najistotniejszy segment rynku konsumentów w krajach rozwiniętych gospodarczo.

Zatrzymując się na istotnych fundamentach Ameryki i widząc na rynek surowców, dolar powinien ulegać znacznemu osłabieniu. Tymczasem EURUSD utrzymuje się w chmurze Ichimoku i drugi tydzień z rzędu w ciasnym przedziale tylko nieco powyżej 100 punktów. Bernanke powiedział, że nie może ignorować ruchów cen akcji, cen nieruchomości i cen innych aktywów. Amerykańskie PPI w maju wyniosło +0.2% m/m i +4.5% r/r. Bez żywności i energii PPI wzrosło +0.3% m/m. Sprzedaż detaliczna wzrosła +0.1% m/m, bez aut wzrosła +0.5%. Takich mniej więcej danych rynek spodziewał się i nie sprzyjały one dolarowi. Deficyt handlowy USA wzrósł do 63.4 mld dolarów, a ceny importu podniosły się o 1.6%. Ten deficyt okazał się nieco lepszy od oczekiwań, ale nie na tyle dobry, aby można było tak polubić zielonego. Nadwyżka handlu zagranicznego Chin poszerzyła się, inflacja wzrosła i zwiększyła się presja na rewaluację juana. Nierównowaga handlu USA z Chinami jest większa w kolejnym miesiącu. Co prawda Bank Chin poczynił pewne kroki w kierunku schłodzenia przegrzanej gospodarki, podnosząc stopy procentowe i zwiększając obowiązkowe rezerwy banków komercyjnych o 0.5%, ale to wciąż za mało. Nowe dane o przepływach kapitału zagranicznego do USA alarmują kolosalnym spadkiem zainteresowania amerykańskimi aktywami. TICS pokazuje, że nie wystarcza takich pieniędzy do pokrycia deficytu handlowego. Czy dziwne umocnienie dolara na dzisiejszej sesji oznacza, że sentyment do aktywów amerykańskich zmienił się w radykalny sposób? Trudno powiedzieć.

Pozostaliśmy z nowym szczytem roku 1.2978 na euro/dolarze, wyższego trochę od tego z 15 maja i po wtorku, w którym wypadło miejsce modelowe i wykształcilsię lokalny dołek, zgodnie z modelem i handlem kontrariańskim korzystne było otwierać długie pozycje, które przyniosły spory zysk.

Dzisiaj USDPLN podszedł do 3.2549, natomiast EURPLN ponownie prawie do 4.1000. O godzinie 14:46 USDPLN notowany był na najwyższym poziomie od połowy kwietnia tego roku, natomiast EURPLN na poziomie 4.0945. W tym samym czasie EURUSD notowany był na 1.2580.

Paweł Koszarny

Analityk FMA

Reklama
Reklama
Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama