Ropa naftowa kosztuje dzisiaj mnie niż 73 dolary za baryłkę, natomiast złoto ponad 621 dolarów za uncję. Nikogo nie zaskoczyła podwyżka amerykańskich stóp procentowych o kolejne 25 punktów tak jak mogą zaskoczyć lipcowe dane o tempie wzrostu gospodarczego w USA. Podwyżka była spodziewana i już zdyskontowana przez rynek. Początek poniedziałku zaznaczył się sprzedawaniem euro/dolara przez jeden z banków holenderskich przy dochodzeniu do figury 1.2800. Dzisiaj prawdopodobnie dołączyły się inne banki, bowiem euro/dolar zdołał podejść tylko 20 punktów powyżej figury. To nie jest tydzień bogaty w fundamenty. Najważniejszy z nich, raport z rynku pracy, opublikowany zostanie dopiero w piątek. Po dwóch miesiącach kiepskich danych być może ten raport będzie trochę lepszy. Być może, ponieważ podobne oczekiwania towarzyszyły poprzednim publikacjom. Stopa bezrobocia najniższa od 41 lat wcale nie sprzyja takim oczekiwanom. W lipcu mamy przerwę wakacyjną i najbliższe posiedzenie FOMC wypada dopiero 8 sierpnia. EURUSD znajdując się w obszarze wielkiej konsolidacji chyba nie inspiruje do jakichkolwiek panicznych zachowań. Od góry do dołu tego obszaru jest dokładnie 500 punktów - wystarczająco dużo do handlowania przy użyciu bardziej wyrafinowanych narzędzi. Dzień Niepodległości w USA w sposób naturalny zmniejszył płynność rynku i raczej nie ma co liczyć, że coś może oderwać Amerykanów od koszenia trawy i barbecue.
Na Bliskim Wschodzie wyjątkowo niespokojnie pomiędzy Palestyną a Izraelem. Mamy do czynienia ze stosowaniem zbiorowej odpowiedzialności, którą skądś już znamy. A w rezultacie z eskalacją nienawiści. Wzrosty cen ropy w tym tygodniu tłumaczone były po części sprawami, z którymi nie radzi sobie zupełnie społeczność polityków różnej maści i różnych interesów. Czytelnikom wciąż wierzącym w przyrodzoną dobroć człowieka nieodmiennie posyłam do lektury o pewnym plemieniu w Afryce - Ikowie stali się popularni na całym świecie...
Wysiłki polityków w kwestii Bliskiego Wschodu przypominają serce, dotknięte migotaniem czyli fibrylacją. Niby wszystkie jego części pracują normalnie, a jednak przypomina ono zaledwie torbę z robakami niż bijące serce. W tym czasie, bez pomocy z zewnątrz, bez szoku elektryzującego, zawsze ktoś umiera.
Skłonność mediów do skandalizowania w stosunku do Polski jest zuchwała pod wieloma względami. Zwracam uwagę, że robią to nie za darmo. Ktoś im za to płaci. Wyjątkowo dużo osobowości psychopatycznych pracuje piórem i robi komuś koło pióra. Mam nadzieję, że nie są to dzieci lub wnuki profesora Hermanna Vossa i profesora Roberta Herrlingera, którzy uczyli się na gnatach moich bliskich, a potem zrobili karierę naukową w enerde. Zadziwiająco jednak złotówka jest odporna na ścierwo i kolejną sesję umocniła się do jewro.
W kraju (nie)spokojnie, lustracji Gilowskiej nie będzie i w rządzie jej też nie będzie. W tym kraju donosiciel cieszy się lepszym zdrowiem niż osoba na którą donoszono. Straty dolara szczególnie mocno poruszyły złotówką, którą skazywano na beznadziejne osłabianie się. Popyt wewnętrzny jest słaby i może ulec dalszemu osłabieniu przy realnie bardzo wysokich stopach procentowych i drożejącym kredycie hipotecznym. Na giełdzie mocni inwestorzy próbują przekonywać, że zmierzch jeszcze nie nastał i ludzie o mocnych nerwach powinni zaufać funduszom. Przed końcem półrocza udało im się podreperować księgi w znaczny sposób. Związek Banków Polskich z rozbrajającą szczerością podał szacunek, o ile mniej ludzi posiądzie teraz zdolność kredytową po zmianach dotyczących warunków udzielania kredytów walutowych. Od 10 do 15% mniej niż do tej pory. Co zrobić mogą w takim razie? ZBP radzi zaciągać nie jeden wielki kredyt, a kilka mniejszych w ciągu życia. To dobry pomysł, myślę i żeby nie załatwiać się jak pies na ulicy, warto pierwszy nieduży kredycik wziąć na własny kibel i łazienkę.