Ben Bernanke postawił wtedy tezę, iż oczekiwane spowolnienie amerykańskiej gospodarki w najbliższych kwartałach może doprowadzić do okiełznania presji inflacyjnej, dając tym samym sugestię, iż cykl podwyżek stóp procentowych już wkrótce się zakończy. Naszym zdaniem założenia te są nieco ryzykowne, ale na rynku wciąż pokutuje przekonanie o "nieomylności" szefa FED - warto przypomnieć sobie osobę Alana Greenspana.
Tymczasem opublikowane w ubiegłym tygodniu dane makroekonomiczne nadal pozostawiają pewną "niepewność" odnośnie tezy postawionej przez Bena Bernanke. Z jednej strony wzrost gospodarczy w II kwartale spowolnił do 2,5 proc. kw/kw. z 5,6 proc. kw/kw. w I kwartale i wobec zakładanych 3,0 proc. kw/kw., ale z drugiej deflator PKB utrzymał się na niezmienionym poziomie (po rewizji I kwartału) i wyniósł 3,3 proc. kw/kw, a wskaźnik PCE Core wzrósł do rekordowego poziomu 2,9 proc. kw/kw z 2,0 proc. kw/kw wcześniej. Zwiększył się także indeks kosztów zatrudnienia, który w II kwartale wzrósł o 0,9 proc. kw/kw wobec 0,6 proc. kw/kw poprzednio. Nie są to mocne wskazania sugerujące wyhamowywanie presji inflacyjnej, zwłaszcza, że opublikowane bieżące dane nie wskazują, aby gospodarka miała rzeczywiście silnie spowolnić. Poza odczytem o sprzedaży nowych domów w czerwcu, która spadła o ponad 3 proc. m/m, pozostałe figury były lepsze od oczekiwań. Mimo drogiej ropy indeks zaufania konsumentów wzrósł w czerwcu do poziomu 106,5 pkt. Z kolei dynamika zamówień na dobra trwałego użytku wyniosła aż 3,1 proc. m/m. Jedynie Beżowa Księga pokazała, że sygnały możliwego spowolnienia w okresie do 17 lipca b.r. odnotowano w większej liczbie okręgów niż wcześniej (sześciu z dwunastu). Rynek zignorował jednak zapis, że producenci z większą łatwością mogą przerzucać koszty na konsumentów, chociaż skala ta jest ograniczana przez wzrost konkurencji.
Podczas najbliższego tygodnia inwestorzy będą nadal "wyszukiwać" informacje mogące potwierdzić spowolnienie amerykańskiej gospodarki, nie pamiętając, że poziom inflacji nie tylko od tego zależy. I tak poznamy odczyt indeksu Chicago PMI, oba ISM-y, a także comiesięczny raport z rynku pracy. Każda z tych publikacji może przynieść spore ruchy na rynku i wiele interpretacji. Poza tym uwaga skupi się także na Eurostrefie. Już w najbliższy czwartek członkowie Europejskiego Banku Centralnego mogą złamać zasadę i podczas telekonferencyjnego posiedzenia zdecydować się na podwyżkę stóp procentowych o 25 p.b. do poziomu 3,00 proc. Czy jednak ruch ten jest rzeczywiście dosyć pewny? Wzrost inflacji w czerwcu zahamował na poziomie 2,5 proc. r/r, podaż pieniądza M3 za ten sam okres spadła do 8,5 proc. r/r, a informacje napływające ostatnio np. z Niemiec były mieszane. Dodatkowo w dłuższym okresie spowolnienie gospodarcze w USA przełoży się na sytuację w Eurostrefie. Będący nieraz dosyć powściągliwy i sceptyczny Jean Claude Trichet będzie miał niełatwą sytuację. Poza strefą euro pozostałymi kluczowymi kwestiami będą kwestia rewaluacji chińskiego juana i sytuacja na Bliskim Wschodzie. W pierwszym przypadku pojawia się coraz więcej głosów z samych Chin, że takie posunięcie jest konieczne, chociaż przedstawiciele Ludowego Banku Chin nadal pozostają niewzruszeni. W drugim próby powstrzymania walk w Libanie na razie spełzły na niczym, a ignorancja tego faktu przez rynki może okazać się w dłuższym okresie błędem.
Naszym zdaniem pole do dalszej deprecjacji dolara jest ograniczone i najbliższy tydzień w ogólnym rozrachunku powinien przynieść wzrost wartości amerykańskiej waluty.
Rynek krajowy: