W efekcie o nominalnych kursach walut w większym stopniu decydowało zachowanie się euro wobec dolara na rynkach światowych.
Dobre nastroje wokół złotego idą w parze z większym zainteresowaniem inwestorów warszawską giełdą i rynkiem długu, co teoretycznie może sugerować dłuższe zainteresowanie inwestorów polskimi aktywami. Zwłaszcza, że podobna sytuacja panowała w całym naszym regionie. Węgierski forint praktycznie odrobił wszystkie straty poniesione w wyniku afery "taśmowej", która zachwiała pozycją tamtejszego premiera - kurs EUR/HUF wynosił dzisiaj rano 269. To wynik uzyskania w miniony piątek gabinet Guyrcsanego wotum zaufania w parlamencie, co oddaliło obawy o los dopiero, co wprowadzanego naprawczego programu reform. Dodatkowo jego założenia zostały wczoraj zaakceptowane przez ministrów finansów Unii Europejskiej, chociaż zwrócono uwagę na utrzymujące się zagrożenia (zwłaszcza natury politycznej). Węgrzy dostali jednak kilka miesięcy czasu (do 10 kwietnia przyszłego roku) na wykazanie, że rzeczywiście będą realizować swój plan. Dobre informacje napłynęły także ze Słowacji, które pokazały pro-rynkową twarz uznawanego za populistę premiera Roberta Fico. Według wstępnych informacji przyszłoroczny deficyt budżetowy może wynieść 2,9 proc. PKB, co pokazuje, że Słowacy wciąż mają szanse wprowadzić euro w 2009 r. W efekcie tamtejsza korona wzrosła do najmocniejszego w historii poziomu wobec euro (36,85). Ogólnie klimat wokół rynków wschodzących staje się coraz lepszy, a głównym pytaniem jest teraz to, czy taka sytuacja utrzyma się do końca roku.
W przypadku Polski przeszkodzić w tym mogą politycy. Mimo, że dane makroekonomiczne są dosyć dobre, a jak poinformował wczoraj resort finansów, tegoroczny deficyt budżetowy będzie najprawdopodobniej o 1,2 mld zł niższy od założonych 30,50 mld, to ewentualne przedłużenie politycznej destabilizacji zostałoby odebrane negatywnie przez inwestorów. O tym wspomniała wczoraj wicepremier Zyta Gilowska. Niestety, są jednak na to szanse biorąc pod uwagę deklarowaną niechęć polityków PiS do przeprowadzenia wcześniejszych wyborów, a także ryzyko powrotu do rządu Andrzeja Leppera. Przypomnijmy, że dobre noty, jakie uzyskiwało od zagranicznych inwestorów Prawo i Sprawiedliwość, wynikały z odcięcia się tego ugrupowania od populistycznych wpływów Samoobrony. Powrót do poprzedniej koncepcji pokazywałby tylko dużą słabość ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego i nie dawałby gwarancji, że uda się zrealizować konieczny program reform finansów publicznych w perspektywie najbliższych lat. Tymczasem sytuacja staje się coraz bardziej zagmatwana - słabość PiS wykorzystują jego niedawni współkoalicjanci - LPR i Samoobrona poinformowały wczoraj o zawiązaniu umowy, co do wspólnych działań w przyszłości, co prowadzi do wzmocnienia ich pozycji "przetargowej". Z kolei ze strony PiS padają sprzeczne sygnały - wczoraj premier Kaczyński zasugerował, że na życzenie Giertycha i Leppera może dojść do przedterminowych wyborów, a dzisiaj rano Przemysław Gosiewski przyznał, że PiS może podjąć rozmowy z tymi ugrupowaniami w sprawie budowy większości parlamentarnej.
Z punktu widzenia gospodarki istotniejsza powinna być dzisiejsza debata sejmowa, gdyż posłowie będą zajmować się projektem przyszłorocznego budżetu. Trudno jednak liczyć na to, aby w takiej atmosferze politycznej udało się wypracować rzeczowy konsensus. Andrzej Lepper od dawna zapowiadał, że budżetu w tej wersji nie poprze, a jego powrót do rządu raczej by tego nie zmienił.
Poza polityką inwestorzy będą obserwować także wyniki przetargu 10-letnich obligacji DS1017 o wartości 2 mld zł. Biorąc pod uwagę pozytywny klimat panujący na rynku nie powinno być większych problemów z ich sprzedażą. Naszym zdaniem pole do dalszego umocnienia naszej waluty w krótkim terminie nie jest duże. Wydaje się, że w obliczu przedłużającej się destabilizacji politycznej i końca tygodnia inwestorzy mogą pokusić się o realizację zysków. Dzisiaj jednak spodziewamy się wahań EUR/PLN w przedziale 3,89-3,9150, a USD/PLN 3,1000-3,1250.