Średnia przemysłowa Dow Jones zeszła wczoraj w końcówce sesji pod poziom
13 tys. pkt. i już tam pozostała. Dla jednego z serwisów jest to
wydarzenie - zejście indeksu pod pełny tysiąc. Czy słusznie? Badania
przeprowadzania w ramach finansów behawioralnych przyznają, że dla ogółu
graczy pełne wartości mogą mieć znaczenie psychologiczne. Mam w związku z
tym dwa pytania - czy ogół na rynku ma rację i czy faktycznie
przypisywanie pełnym wartościom jakiś szczególnych znaczeń ma poważne
podstawy i przekłada się na wynik inwestycyjny? Nasuwa się drugie pytanie,
już natury bardziej praktycznej. Wartość indeksu jest bliska 13 tys. pkt.
Czy zamknięcie sesji na poziomie 12,45 pkt. poniżej wspomnianego "ważnego
psychologicznego poziomu" jest już tym, o czym warto trąbić? Na ile ocenia
się wpływ czynnika losowego w zmianach indeksu? Czy jest on faktycznie tak
niewielki, by zejście pod potencjalnie (załóżmy, że faktycznie ma to
jakieś przełożenie) ważny poziom o ułamek procenta miało być dla graczy
jakąś praktyczną wskazówką?
Wczoraj nieźle (relatywnie, gdyż biorąc pod uwagę ostatnie tygodnie i
resztę rynku na wczorajszej sesji) miały się papiery branży finansowej.
Cena Citigroup wzrosła o 1,4 proc.. Zyskał także JP Morgan, choć tu wzrost
jest już raczej symboliczny. Tu spółki z trzydziestki indeksu, ale zyskało
też kilka innych spółek z branży. Nie wszystkim dopisuje jednak szczęście.
Wczoraj ponad połowę swej dotychczasowej rynkowej wartości stracił
internetowy broker E-Trade po informacji o możliwości złożenia wniosku o
upadłość.
Cały rynek nie pała optymizmem. Kierujący się teorią Dowa oczekują
pojawienia się wkrótce sygnału sprzedaży. Analitycy piszący newslettery
ogółem rekomendują utrzymywać niewielką krótką pozycję. Jak podaje Mark
Hulbert obecnie jego wskaźnik zaangażowania obliczany wg rekomendacji
płynących ze wspomnianych newsletterów wynosi -2,5 proc. Dla Hulberta,
jako kontr arianina to znak, że rynek raczej nie zaczyna bessy. Cóż, bessy
może jeszcze nie zaczyna, ale poziom pesymizmu jeszcze nie jest na tyle
duży, by rynek nie miał spaść jeszcze niżej. Wtedy pesymizm będzie zapewne
jeszcze większy, gdyż głębszy spadek wygeneruje wspomniany wyżej sygnał wg
teorii Dowa.
Dziś dla nas nie liczy się tylko USA, czy bezbarwne zamknięcie notowań w
Japonii. Na poziom nastrojów wpłyną także publikowane dziś wyniki
finansowe spółek. I tak PKN opublikował zysk, który wprawdzie spadł, ale
nie aż tyle, jak tego obawiali się analitycy. Oczekiwano, że zysk wyniesie
ok. 500 mln złotych, a tymczasem spółka podała, że w III kw. zarobiła
ponad 562 mln złotych. Lepszy od prognozy wynik podał Lotos. Tu oczekiwano
zysku na poziomie zbliżonym do 200 mln złotych, a spółka poinformowała o
wyniku na poziomie 237 mln złotych. Wygląda więc na to, że rynek nie
zacznie notowań od spadku cen, a tym samym nadal nierozstrzygnięta
pozostaje sprawa poziomu okolic 3600 pkt.