Same wczorajsze notowania w USA nie byłyby na tyle zajmujące, gdyby nie
kontekst. Chodzi oczywiście o to, że wczorajsza sesja była następną po
przedwczorajszej, a przedwczorajsza? wiadomo. Silny skok cen wywołał falę
spekulacji, z czym faktycznie mieliśmy do czynienia. Czy to większa akcja
popytu, dzięki której ponownie ceny zbliżą się do szczytów sprzed dwóch
tygodni, czy też jest to jedynie krótki byczy epizod w okresie przewagi
podaży? Wczorajsza sesja miała przybliżyć nam odpowiedź na te pytania.
Przynajmniej jeśli chodzi o rynek amerykańskie ona scenariusze mają szansę
się zrealizować. W przypadku rynku polskiego sytuacja jest już bardziej
klarowna i tu przewaga podaży jest wyraźniejsza.
Wróćmy jeszcze do tego, co wydarzyło się za oceanem. Niewielki spadek
indeksów nie jest, jasna sprawa, wymarzonym przez posiadaczy długich
pozycji ruchem po dniu mocnego wzrostu. Zapewne wielu byków miało nadzieję
na kontynuację zwyżki cen. Ta się nie pojawiła, ale skala wczorajszej
przeceny nie jest na tyle duża, by już przesądzać o tym, że wtorek był
tylko jednodniowym wydarzeniem. O powodach zmian cen właściwie nie ma co
pisać. Przy zmianie o ułamki procenta z worka wielu potencjalnie różnych
powodów trudno wybrać ten, który byłby tym przeważającym. W sumie jedną z
najważniejszych informacji dnia była niższa od prognoz inflacja na
poziomie producentów, ale jak widać, po zmianie indeksów nie miało to
większego znaczenia.
Nie bez znaczenia byłą także publikacja dynamiki zapasów przedsiębiorców.
Wzrost zapasów o 0,4 proc. oraz rewizja danych (w górę) za sierpień
przekłada się na ponownie podniesienie prognoz co do ostatecznej wielkości
wzrostu PKB w III kw. Zdaniem analityków Moody`s taki wzrost zapasów może
być podstawą do oczekiwania, że ostateczne dynamika PKB wyniesie ponad 4,5
proc. Wzrost ten ma też swoje minusy. Oznaczać może bowiem problemy w IV
kw. a więc potencjalnie może wpłynąć na obniżenie i tak już niskich
prognoz dotyczących wyniku tego kwartału. Jak na razie nie widać na rynku
zaniepokojenia tym faktem.
U nas pojawiła się wczoraj, a dziś pojawi się w USA - inflacja. Większość
analityków jest zgodnych. Prognozy mówią o wzroście cen o 0,3 proc., a nie
licząc zmian cen żywności i energii (wartość core) wzrost ma wynieść 0,2
proc. Publikacja ta zwykle jest wydarzeniem, ale przypomnijmy, że to nie
CPI jest głównym wyznacznikiem zmian cen, jaki jest obserwowany przez
władze monetarne. CPI core od jakiegoś czasu p[przyspiesza. W trzeci
kwartale wzrósł o 2,5 proc. w skali roku, podczas gdy zmiana w trzech
wcześniejszych miesiącach wyniosła 1,9 proc. w skali roku. To dość ciekawe
biorąc pod uwagę , że ostatnio Fed luzuje politykę pieniężną. Może to
grozić konsekwencjami w późniejszym okresie - wyższą inflacją.