Piątkowy mały wzrost cen w USA okazał się jedynie epizodem bez znaczenia.
Wczoraj rynek pokazał kierunek, w jakim ma ochotę zmierzać. Średnia
przemysłowa Dow Jones spadła o 1,8 proc., czyli ponad 230 pkt. Głównym
balastem dla tego indeksu były spółki branży finansowej, którym przewodził
JP Morgan Chase tracący 3,5 proc. względem piątkowego zamknięcia. Citi nie
było wiele lepsze ze stratą 3,1 proc. i poziomem notowań nie widzianym od
lat.
W przypadku Citi mamy dość osobliwą sytuację. Spółka nadal cierpi z powodu
problemów na rynku subprime. Straty związane z załamaniem na rynku długu
odcisnęły na spółce piętno. Jak wiadomo, źródłem tego załamania było i
nadal jest osłabienie na rynku nieruchomości mieszkalnych. Wczoraj
analitycy Citigroup po raz kolejny mało optymistycznie wypowiedzieli się o
branży budowlanej właśnie ze względu na panujący kryzys w budownictwie
mieszkaniowym. Wychodzi na to, że pośrednio strzelają także we własny
bank. Oczywiście nie ma w tym nic dziwnego, ani nagannego, lecz należy to
uznać za pewnego rodzaju ciekawostkę.
Inną ciekawostką, o której ostatnio mówi się głośniej to "nowe" carry
trade z wykorzystaniem dolara amerykańskiego. Słabnąca waluta wraz ze
spadającymi stopami okazuje się być kuszącym kąskiem dla tych, którzy
poszukują taniego długu, który później można wykorzystać do inwestycji w
rentowne przedsięwzięcia w walutach, które zyskują na wartości. Myślę, że
takie głośne opinie na ten temat to już raczej zmierzch tego typu
strategii. Kto miał zagrać na spadek wartości dolara, zrobił to dawno
temu, a powszechna ucieczka od tej waluty to tylko znak, że już długo
spadać nie będzie. Zauważmy, że o jenowym carry trade zaczęło być głośno,
gdy jen kończył dwuletnią falę osłabienia. Albo inaczej, fala osłabienia
wygasła, gdy zaczęto głośno mówić o carry trade. Tera może być podobnie.
Zadłużenie się w dolarach i inwestycja w koszyk walut składający się z
funta brytyjskiego, reala brazylijskiego i węgierskiego forinta w tym roku
dało zwrot w wysokości 17 proc. Obliczenia podaje za Bloombergiem.
Zauważmy, że serwis podaje, ile możny BYŁO zarobić. Pytanie, czy to ma być
dla kogoś pokusą do tego, by w taki koszyk teraz zainwestować.
Spadek w USA będzie dla nas obciążeniem na początku sesji. Obciążeniem,
które może być łagodzone przez odrobienie początkowych strat w Japonii.
Nikkei zakończył dzień w okolicy zamknięcia z wczoraj, a w ciągu dnia było
gorzej. Pomogą także plusy na amerykańskich indeksach. Można podejrzewać,
że mimo wczorajszej przeceny zaczniemy notowania w okolicy wczorajszej
końcówki. O 10:00 pojawi się wskaźnik Ifo, a dopiero pod koniec sesji
opublikowane zostaną dane makro w USA (ceny domów i indeks zaufania
konsumentów). Sesja przebiegnie prawdopodobnie na próbie odrobienia choćby
części wczorajszych strat poniesionych przez popyt. Od wielkości tego
ewentualnego odbicia wiele będzie zależeć.