Na się nie udało, a Amerykanom i owszem. Odrobili oni wczoraj niemal całą
przecenę, jaka dotknęła ich rynki akcji w poniedziałek. Wczorajsza zwyżka
cen za oceanem była niemal taka sama, jak poniedziałkowy spadek -
przynajmniej w przypadku średniej przemysłowej. Co ciekawe, sytuacja ma
miejsce tuż po tym, jak rynek zanotował najniższe zamknięcie od wielu
miesięcy. Dla części graczy był to sygnał sprzedaży, ale jak widać,
przynajmniej na razie, ta część nie była aż tak znaczna. Z pewnością nie
należał do niej szejk Ahmed Bin Zayed al Nahayan. Już wczoraj rano naszego
czasu wiedzieliśmy, że kierowany przez niego fundusz Abu Dhabi Investment
Authority wyasygnuje 7,5 mld dolarów na zakup 4,9 proc. akcji Citigroup. "
Traktujemy Citi jako bardzo szanowaną spółkę z pierwszorzędną marką i o
fantastycznych możliwościach wzrostu. Ta inwestycja odzwierciedla nasze
zaufanie w potencjał Citi tworzenia wartości dla akcjonariuszy". Mimo tych
miłych słów pojawiają się teorię, że nie była to decyzja zainicjowana nad
Zatoką Perską, ale inspirowana przez kogoś w USA. Tak czy inaczej, u nas
ta wiadomość nastrojów nie poprawiła, ale w przypadku Amerykanów
zdecydowanie. Oczywiście za wzrost cen na rynku nie odpowiada jedna
wiadomość, choć fakt, że było to zaskoczenie zwiększa jej wagę. Zresztą
sam Citi zyskał wczoraj raptem 1,7 proc. Czynnikiem wspierającym byków
przed eskalacją wyprzedaży był też choćby spadek cen ropy naftowej.
Pomogły także dane o mniejszym niż oczekiwany spadku cen nieruchomości, co
wynikało z opublikowanego wczoraj raportu Case-Shiller. Ciekawym jest to,
że nie pogorszył nastrojów znacznie słabszy od prognoz wskaźnik zaufania
konsumentów. Jest to o tyle ciekawe, że właśnie konsumpcja jest w tej
chwili oczkiem w głowie analityków i obserwatorów rynku. Jej znacznie
zdecydowanie wzrosło, gdyż to ona może wyrządzić sporych szkód wzrostowi
gospodarczemu w IV kw. Gospodarka amerykańska ślizga się tuż przy granicy
recesji. Niektórzy odbierają fakt braku reakcji na słabsze dane jako próbę
ratowania rynku. To już ociera się jednak o spiskową teorię dziejów.
Zresztą jeśli nawet jakiś kapitał został zaangażowany z ceny obrony rynku
to nic w tym złego, choć dynamiki rynkowej raczej się nie zawróci, a
jedynie może nieco ją odwlec w czasie.
Nam sytuacja w USA zapewne pomoże i zaczniemy od wzrostu cen, co zapewne
mocno ucieszy posiadaczy długich pozycji, którzy ciężko przeżywali
zbliżanie się cen do okolic wsparć. Na początku znowu się od nich
oddalimy. Walka będzie trwała nadal. W trakcie dnia, dla urozmaicenia
będziemy wyczekiwać na decyzję Rady Polityki Pieniężnej. Podwyżka stóp
jest już właściwie przesądzona, choć wśród analityków nie ma pełnej zgody,
co do jej skali. Większość oczekuje wzrostu stóp procentowych o 25 pkt.
bazowych, ale niektórzy mówią nawet o wzroście o 50 pkt. bazowych. Znając
dotychczasowe wypowiedzi członków rady, także tych jastrzębio
nastawionych, bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz mniejszego
kroku. Po południu pojawią się dane o dynamice zamówień na dobra trwałego
użytku, a tuż przed zamknięciem poznamy dynamikę sprzedaży domów na rynku
wtórnym. Już po zakończeniu naszej sesji, opublikowany zostanie
sporządzany przez Fed raport o stanie gospodarki zwany Beżową Księgą.