Pierwsza sesja nowego tygodnia psuje świąteczny nastrój bykom. Wprawdzie
do świąt jeszcze trochę zostało, ale dzisiejszym spadkiem przekreślone
zostały nadzieje, że wzrost z początku grudnia był czymś więcej. Nie był.
Poziom 3800 pkt. okazał się zbyt mocnym oporem. Nie znaczy to oczywiście,
że posiadacze długich pozycji są skazani na straty. Świadczy to tylko o
tym, że dotychczasowe ruchy trudno będzie przed świętami nadrobić.
Czy posiadacz długich pozycji jest w paskudnej sytuacji? Nie koniecznie.
Zauważmy, że gracze, którzy operują na rynku w relatywnie krótkim okresie
pozycje długie zamknęli w czwartek, a najpóźniej w piątek. Zatem im
przykrości obecny spadek cen nie robi. Kto więc został na rynku? Logika
nakazuje sądzić, że długie pozycje są w posiadaniu graczy
długoterminowych, dla których zmiany mające miejsce w ostatnich tygodniach
nie robią większego wrażenia. Dla nich liczą się sygnały o znaczeniu
wielomiesięcznym. W tym wypadku ich zadaniem jest obserwacja poziomów
długoterminowych wsparć. Póki one się trzymają, utrzymywanie pozycji ma
sens. Oczywiście na rynku zapewne mamy jeszcze szukających na nim
szczęścia.
Łapacze dołków i ci, który "wiedzą" - to grupa śmiałków, na których zawsze
można liczyć. Jeśli oni ponoszą straty, to sami sobie są winni. Sygnału
powrotu do wzrostów nawet w krótkim terminie nie było. Dzisiejsza
konsolidacja także nie dawała wielu powodów do optymizmu. Rynek jest w
marnej kondycji. Można przypuszczać, że faktyczny jego stan zobaczymy
wtedy, gdy dojdzie do testu poziomów wsparć. Wygląda na to, że ta chwila
nadchodzi.