Biorąc pod uwagę, że wczorajsza sesja była trzecią sesją mocnego wzrostu, to
patrząc na jej skalę można mówić o niemal euforycznej reakcji inwestorów na
komunikat po posiedzeniu FOMC. Są oczywiście dwie szkoły w analizie takiego
wydarzenia. Część inwestorów będzie analizować samą treść komunikatu, a dla
części inwestorów jedynym wytłumaczeniem tak dobrej sesji będą ostatnie
(fatalne) nastroje panujące na rynku. Nie muszę chyba przypominać, że w
krótkim terminie to ten drugi czynnik ma zawsze największy wpływ na rynki.
Historia wielokrotnie już przekonywała, że takie sesje na giełdach możliwe
są tylko w momencie, gdy mamy do czynienia z wyraźnym pesymizmem, a ten jak
już wcześniej pisałem zagościł na początku marca zarówno na Wall Street, jak
i na GPW, z czego byki teraz wyraźnie korzystają.
Natomiast w średnim terminie analiza komunikatu Fed jest niezbędna i
faktycznie był on dla byków najlepszym z możliwych. Oczywiście pozostaje
pytanie, czy nie jest to kolejna próba ratowania giełd (czytaj - wydatków
konsumentów podtrzymujących gospodarkę - "efekt bogactwa") i walki obozu
urzędowych optymistów Bernanke, z siejącym niepokój Greenspanem.
Kluczowe we wczorajszym komunikacie było wykreślenie jednego zdania, które
dało inwestorom wyraźny sygnał, że nie może być już mowy o podwyżce stóp
procentowych. To do tej pory nie było jasne. W porównaniu z poprzednim
komunikatem zabrakło stwierdzenia "additional firming that may be needed"
(wyjątkowo nie będę tłumaczyć treści komunikatu, bo trudno oddać jakże ważne
niuanse wynikające ze specyficznego słownictwa jakim Fed komunikuje się z
rynkami). Wprawdzie ryzyko wzrostu inflacji pozostało, ale jasne jest, że
Fed uważa iż ma w końcu inflację pod wystarczającą kontrolą.
Do tego wszystkiego we fragmencie dotyczącym gospodarki zamiast stwierdzenia
dotyczącego wzrostu gospodarczego - "somewhat firmer economic growth" - oraz
rynku nieruchomości - "tentative signs of stabilization" pojawiło się
stwierdzenie "mixed" oraz "the adjustment in the housing sector is ongoing".
To nic innego, jak wywieszenie przez Fed banera z napisem - kupować akcje.
Skala optymizmu wynikająca ze zmiany tych określeń jest widoczna na
wczorajszej sesji. Inwestorzy nie mieli wczoraj wyjścia, nawet jeśli ten
optymizm przy okazji publikacji kolejnych danych ... po raz kolejny (jak w
lutym) okaże się jedynie "urzędowy".
GPW po takiej sesji w USA musi rozpocząć od wzrostów. Do optymistycznych
impulsów dochodzą jeszcze ponad 2% wzrosty w Brazylii i Argentynie, oraz
bardzo dobre sesje w Azji. Możnaby nawet oczekiwać w takim otoczeniu
euforycznej sesji na warszawskim parkiecie, ale przeszkadza tutaj fakt, że
27 pkt. od wczorajszego zamknięcia WIG20 zaczyna się obszar luki bessy z 27
lutego. Na poziomach tego oporu powinna ustawić się spora podaż, która nie
będzie wierzyć w skuteczny atak na rekordy hossy umiejscowione bardzo blisko
tego poziomu. Patrząc na ostatnie kilka sesji należy stwierdzić, że do tej
pory wzrost indeksów był bardzo łatwy (bez większej podaży). Po dzisiejszym
zapewne wysokim otwarciu zaczynają się schody i siłę rynku najlepiej oceniać
na takim etapie nie poprzez skalę wzrostu, ale poprzez skalę ewentualnej
korekty w czasie sesji, gdy przy oporze pojawi się realizacja zysków. Brak
agresywnej podaży przez całą dzisiejszą sesję otworzy indeksom drogę ku
szczytom hossy. MP