Zwykle gdy rośnie cena ropy to jest to czynnik, który zdaniem komentatorów
zdecydowanie przeszkadza rynkowi akcji. Oczywiście pomaga spółkom
związanym z tym surowcem, ale przecież większość notowanych na rynku nie
należy do tej branży. Czyli wzrost ceny ropy jest wygodnym tłumaczeniem na
wszelkie osłabienie indeksów. Temat ten cichnie, gdy wraz ze wzrostem cen
ropy rynek akcji także rośnie. Tak było wczoraj. Rynek akcji w USA zyskał
na wartości dj.gif Nasdaq.gif SP500.gif i nie przeszkadzała nawet rosnąca
cena ropy. Co to może oznaczać? Nie każdą zmianę cen akcji da się prosto
wytłumaczyć zmianą ceny ropy, bo byłoby to zbyt proste. Na rynku rządzą
emocje i to ich wpływ jest w tej chwili największy.
Średnia przemysłowa Dow Jones wyszła wczoraj ponad poziom 13000 pkt. Fakt
ten znalazł się na czołówkach większości serwisów. Zawsze mnie fascynowało
przywiązanie ludzi do okrągłych liczb. Moim zdaniem nie jest to większe
wydarzenie niż wzrost na poprzednich sesjach. W końcu indeks nie skoczył w
górę o jakąś niewyobrażalną wcześniej wartość, ale jedynie wzrósł o 1%.
Czy taka zwyżka robi na kimś wrażenie? Niewątpliwie rynek, który w
ostatnim czasie głównie rośnie bez wyznaczania korekty staje się
zakładnikiem emocji. To nie jest dobry sygnał. W ciągu ostatnich tygodni
otrzymaliśmy wiele różnych informacji i z pewnością nie są one podstawą do
takiego optymizmu. Negatywne wiadomości są rugowane. Sytuacja gospodarki
amerykańskiej ciągle nie jest pewna. Cały czas istnieje ryzyko wejścia w
stan recesji, a tymczasem indeksy biją rekordy wartości. W końcu przyjdzie
otrzeźwienie. Kiedy? Może jutrzejsze dane o dynamice PKB w I kw. 2007 roku
będą takim kubłem zimnej wody? Może, choć i tu nie ma pewności, gdyż to,
że dane będą słabe wiadomo jest już teraz. Zatem niska dynamika PKB nie
będzie zaskoczeniem.
O tym, że gospodarka nie jest w kwitnącym stanie, jak wskazywałyby na to
rekordy DJIA przekonać się można było po lekturze opublikowanego wczoraj
raportu Fed noszącego nazwę "Beżowej Księgi". Treść tego raportu nie
różniła się znacznie od tego, co zostało zawarte w podobnym dokumencie,
który pojawił się na początku marca. Nadal wspomina się, że wzrost jest
mały, bądź umiarkowany. Nadal widać oznaki spowolnienia na rynku
nieruchomości oraz w aktywności przedsiębiorstw. Ceny są stabilne, choć w
niektórych regionach zanotowano umiarkowany wzrost cen towarów
konsumpcyjnych. Widać także oznaki sztywnego rynku pracy, na których
zaczyna brakować pracowników wykwalifikowanych.
Rynek akcji wczoraj zupełnie zignorował wiadomości z rynku nieruchomości.
W ciągu ostatnich dwóch dni otrzymaliśmy dwie słabe informacje o wielkości
sprzedaży domów. Dotyczyły one zarówno rynku wtórnego jak i pierwotnego.
Obie były gorsze od prognoz, a mimo to reakcja rynku była niewielka.
Inwestorzy zdają się nie chcieć pamiętać, że nadal jest to poważny problem
gospodarki amerykańskiej i nadal wisi nad nimi jak miecz Damoklesa.
Wczorajszy wzrost jest tłumaczony lepszymi danymi o zamówieniach na dobra
trwałego użytku. Faktycznie dane okazały się nieco lepsze, ale trzeba
pamiętać, że jest to zmienna, której wartość podlega sporym wahaniom i
rewizjom. Zatem trudno ją uznać, za wiarygodny i mocny czynnik wpływający
na decyzje inwestycyjne.
Można podejrzewać, że wczorajszy wzrost cen w Stanach będzie miał
pozytywne oddziaływanie na nasz rynek. Tym bardziej, że obecnie tamtejsze
kontrakty są na lekkim plusie oraz rynek azjatycki swoim wzrostem cen nie
będzie przeszkadzał. Wzrost ceny ropy ropa.gif też nie jest tu bez
znaczenia. Podobnie jak niewielka zwyżka ceny mynek będą
spływać wyniki amerykańskich spółek, a o 14:30 pojawi się cotygodniowy
raport o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Nie jest to
pierwsza liga danych makroekonomicznych, a więc pewnie nie wzbudzą one
większego zainteresowanie. Wyjątkiem mogłaby być jaka zaskakująco duża
liczba, która sugerowałaby pogorszenie się sytuacji na rynku pracy, ale to
chyba jeszcze na to za wcześnie.