Na wczorajszej sesji w USA indeks średniej przemysłowej Dow Jones zaliczył
kolejny rekord swojej wartości. Za oficjalny powód podaje się dobre dane o
dynamice produkcji przemysłowej. Faktycznie okazała się ona lepsza od
prognoz, ale mówienie o wzroście 0,7% jako dobre jest nieco na wyrost, a
już z pewnością jest to zbyt mało, by usprawiedliwiać rekordowe wartości
indeksu. Zabawne w tym wszystkim jest to, że nadal właśnie teraz, z punktu
widzenia kontrariańskiego, panują dogodne warunki do dalszego wzrostu cen.
Nastroje panujące wśród analityków są dalekie od optymizmu, a tym samym
nadal nie osiągnięto fazy euforii, która pomogłaby w wyznaczeniu szczytu
wzrostu. Nadal duża grupa uczestników rynku wątpi we wzrost i jego gotowa
podać przeciw niemu szereg poważnych argumentów. Problem w tym, że rynek
nie musi słuchać argumentów i zachowywać się zgodnie z nimi - nie musi być
racjonalny. Przynajmniej z punktu widzenia bieżących wiadomości.
W trakcie dzisiejszej sesji nie poznamy wielu danych w USA, jak miało to
miejsce w ostatnich dniach. Dziś w planie mamy jedynie opublikowanie
liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Po ostatnim spadku tej
liczby pojawiły się komentarze, że z rynkiem pracy nie jest jednak tak
źle, że nie grozi mu większe pogorszenie, a jedynie może chwilowe
osłabienie. Dane miesięczne na razie nie pozostawiają złudzeń, że sytuacja
powoli się pogarsza. Faktem jest, że dzieje się to powoli, a nie jest
dynamicznym załamaniem. Nie znaczy to jednak, że w ogóle nie mamy z tym do
czynienia. Tym samym trudno na bazie jednego odczytu raportu tygodniowego
budować zbyt poważnych wniosków. Już po naszym zamknięciu pojawi się
wskaźnik aktywności w okolicy Filadelfii. Wraz w wcześniej publikowanym
wskaźnikiem opisującym okolice Nowego Jorku będzie przydatny w estymacji
wskaźnika ISM, który pojawi się na początku czerwca.
Co innego dane z Polski. Dziś pojawi się informacja o dynamice płac i
zatrudnienia. Zwłaszcza ta pierwsza zmienna jest szczególnie ważna, bo to
ona ostatnio pozostaje kluczową przy podejmowaniu decyzji o wysokości stóp
procentowych. Szybki wzrost gospodarczy generuje naciski na wzrost płac, a
ten wzrost przekłada się na wielkość popytu wewnętrznego, ale jest także
kosztem, który może zostać przerzucony na ceny produkowanych dóbr i usług.
Właśnie tej transmisji boi się część członków RPP. Wzrost płac sam w sobie
nie jest czymś nagannym, ale pod warunkiem, że w odpowiadającym tempie
rośnie również wydajność pracy. Wtedy omawiany czynnik podwyższania cen
produkcji nie miałby miejsca. Problem w tym, że ostatnio wzrost wydajności
już nie nadąża za wzrostem płac, co prowadzi do pojawienia się presji na
wzrost cen. Dziś poznamy, jakie jest zagrożenie. Jeśli wzrost płac
ponownie był dynamiczny, to pojawią się głosy, że rada wkrótce podejmie
decyzję o kolejnej podwyżce stóp procentowych.
Początek sesji powinien być niezły. Mamy szansę zareagować na amerykańskie
rekordy. Będzie się to również wiązało z oddaleniem się od poziomu
wsparcia, które wczoraj popytowi udało się obronić. Zabrakło wprawdzie
wzrostu, który by to potwierdził, ale właśnie dziś mamy do tego dogodne
warunki. Jeśli popyt ich nie wykorzysta, to trzeba będzie rozważyć, że w
ogóle ma w tej chwili siłę na zwyżkę i czy bardziej prawdopodobnym nie
będzie dalszy spadek. Przynajmniej do poziomu 3400 pkt. To jednak dopiero
po dzisiejszej sesji. Na razie popyt ma szansę.