Zakończył się pierwszy etap Parkiet Challenge, przed nami rozgrywka finałowa. Najlepsi inwestorzy wykręcili dwucyfrowe stopy zwrotu. To bardzo dobre wyniki, ale trafili też na dobry moment na rynku. Jednak cały rok był trudny dla inwestorów...

Zdecydowanie. Patrząc na stopy zwrotu z indeksów krajowych czy zagranicznych, wszystkie są na minusie i to już po odbiciu z połowy października. Przed odbiciem WIG20 tracił ponad 40 proc., a S&P 500 prawie 30 proc., Nasdaq spisywał się jeszcze gorzej.

Rok 2022 jest jednym z tych, które nie są dobre dla inwestycji w akcje. Jest to rok o tyle specyficzny, że oprócz cen akcji mocno spadały też ceny obligacji. To zdarza się rzadko, bo jeśli tracą akcje, to obligacje powinny bronić wartości portfela. Część inwestorów mogła przecierać oczy ze zdumienia, patrząc na to, jak duży był minus przy obligacjach. Obligacje straciły niewiele mniej niż akcje, a profil ich ryzyka jest bardzo różny. Taka sytuacja zdarza się raz na kilka dekad.

O ile uczestnicy Parkiet Challenge trafili na w miarę dobry okres, o tyle raczej wszyscy inwestorzy będą chcieli jak najszybciej zapomnieć o całym 2022 r.

Co zapamięta pan najbardziej z tego roku? Spadek WIG20 ponad 10 proc. po ataku Rosji na Ukrainę czy osuwanie się w drugiej połowie roku i niemal dotknięcie poziomu 1300 pkt?

Zapamiętam różne momenty. Na pewno sesję w lutym, bo tak mocne spadki zdarzają się rzadko. Pamiętam jeszcze 2008 r., kiedy widzieliśmy spadki o 10 proc. O ile zachowanie akcji w tym roku zaskoczeniem nie było, o tyle na pewno zapamiętam tempo spadku cen obligacji. W pewnym momencie w przypadku obligacji skarbowych dziesięcioletnich mieliśmy od ostatniego szczytu z ubiegłego roku wynik ponad 30 proc. na minusie. Takie rzeczy się prawie nie zdarzają na rynku.

Ten rok pokazuje też szybkość reakcji. Ostatnie dziesięć lat to proces, kiedy rynki finansowe dużo szybciej reagują na wszelkiego rodzaju dane i próbują wyprzedzać to, co będzie się działo w gospodarce. Reakcje są często dużo szybsze i gwałtowniejsze.

To zmienia podejście do inwestowania? Strategia „kup i trzymaj” już się nie sprawdza w ostatnich latach? Może trzeba elastycznie reagować i dostosowywać się do zmieniających się warunków?

Łatwo się to mówi, ale trudno to w praktyce zrealizować, zwłaszcza osobom, które nie zajmują się tym na co dzień. Jeśli ktoś spogląda na rynek kilka godzin w tygodniu, to trudno o elastyczność. Strategia „kup i trzymaj” wcale nie jest zła, ale warto byłoby dodać do niej pewne modyfikacje. Jeżeli widzimy, że rynek od ostatniego szczytu spadł powyżej 20 proc., to kupujmy więcej. W terminie kilkuletnim jest duża szansa, że wyjdziemy na tym dobrze.

„Kup i trzymaj” jest dobrą strategią pod jednym warunkiem – że aktywa, które kupujemy, są dobre i takie pozostaną przez kolejne lata. Jest z tym jednak problem. Mamy część spółek, które udowadniają, że przez wiele lat są „dobre” i w ich wypadku taka strategia jest korzystna. Jeżeli spółki wypłacają dywidendę, to na tym zyskujemy. Problem pojawia się, jeśli kupimy nie do końca dobrą spółkę albo taką, która przestaje być dobra. Wtedy strategia „kup i trzymaj” może się nie opłacić.

Czego nauczyła nas bessa? Czy spadki były egzaminem dojrzałości dla osób, które pojawiły się na rynku w 2020 i 2021 r.?

Trochę tak. Po pandemii kapitał napłynął na giełdy na całym świecie, w dużej części od nowych inwestorów.

Ten rok w ogóle przypomniał, że istnieje coś takiego jak bessa z prawdziwego zdarzenia. Nie mówimy o korekcie o 10 proc., która trwa miesiąc, tylko o mocno spadkowym rynku. Przez ostatnie lata mogliśmy o tym zapomnieć.

Rok 2022 to też powiedzenie „sprawdzam” skierowane do całej grupy spółek technologicznych. Od lat 2008–2009 motorem wzrostu rynków akcji był Nasdaq, a w tym roku zachowuje się on ewidentnie słabiej. Nie ma tu strat po 20 proc., jak wśród spółek z S&P 500, tylko po 50–80 proc. Dla wielu inwestorów mogła to być duża niespodzianka. Istotny jest tu fakt, że przez ostatnie lata dzięki prawie zerowemu kosztowi pieniądza, jeżeli tylko dało się przekonać inwestorów, to można było zacząć każdy biznes – nieważne, kiedy miał zacząć przynosić dochody, czy generować zyski. Teraz przyszedł czas weryfikacji. Biznesy, które są w stanie generować zyski, przetrwają, ale te, które potencjał generowania zysku miały bardzo odległy, mają kłopoty, nie jest im łatwo pozyskać środki na dalszą działalność.

Na jakim etapie bessy jesteśmy? Czy widać światełko w tunelu na przyszły rok?

Uważam, że jesteśmy blisko końca bessy. Tylko trzeba rozróżnić bessę w sensie finansowym i w kursach akcji od bessy w realnej gospodarce. Tę drugą dopiero zaczynamy odczuwać i będziemy ją obserwować przez kolejne kwartały.

Natomiast jesteśmy blisko końca bessy na rynkach finansowych. Jest duża szansa, że inflacja zacznie spadać. Wiele banków centralnych już dokonało takich podwyżek stóp procentowych, że kolejnych nie będzie. Fed może dojść do takiego momentu w pierwszej połowie 2023 r. Perspektywa na przyszły rok jest dużo lepsza niż doświadczenia z tego roku. Rynkowi najbardziej szkodziła rosnąca inflacja, stopy procentowe i perspektywa recesji. W przyszłym roku część tych czynników nie będzie już aktualna.

Czy wciąż będziemy żyli tematem inflacji i banków centralnych?

Znając cykliczną naturę rynku, obstawiam, że nie. Skoro w tym roku inflacja była numerem jeden, to w następnym temat będzie inny. Dopiero się dowiemy jaki. Rynek lubi zaskakiwać.

Not. Grzegorz Balawender

parkiet.com