Rynki przyjęły z zadowoleniem podwyżkę stóp procentowych przez Fed o 50 pkt baz. Główne indeksy na Wall Street urosły w środę o 3 proc. Inwestorzy poznali też zarys planu dotyczący redukcji bilansu. Pozytywna reakcja rynku ma charakter krótkoterminowy czy może trwać dłużej?

Rynki odetchnęły z ulgą, na wieść o tym, że zacieśnianie polityki monetarnej nie jest szybsze, niż zakładano. Po bardzo słabym kwietniu i generalnie słabym 2022 r. to odbicie jest widoczne, ale czy ono kreuje kilkumiesięczny trend? Raczej nie. Nadal mamy kilka ważnych kwestii po stronie polityki monetarnej.

Jakie to kwestie?

Rynki muszą przekonać się do docelowego poziomu stóp. Pamiętam naszą rozmowę sprzed kilku miesięcy, kiedy wspomnieliśmy o poziomie 2,5 proc., do którego Fed miał dążyć w perspektywie dwóch lat. Natomiast dziś rynek przestawia się na 3,5 proc. To wszystko wpływa na wyceny obligacji i akcji.

Druga kluczowa kwestia to ta, o której pan wspomniał: redukcja bilansu przez Fed. Mamy teraz do czynienia z równoczesnym podnoszeniem stóp i redukcją bilansu. Tego jeszcze nie przerabialiśmy. Fed ma na bilansie 9 bln USD. Z tego około 3–4 bln USD nadwyżki covidowej, którą będzie chciał redukować. Przy zaplanowanej redukcji do 95 mld USD miesięcznie oznacza to, że proces będzie trwał dwa, trzy lata. To trudny moment dla rynków. Na to nakłada się ważne pytanie: czy uda się wygrać z inflacją? Jeśli rynki dojdą do wniosku, że ta polityka jest skuteczna, to po kilku trudnych miesiącach możemy mieć kilkanaście fantastycznych. Natomiast najgorszy scenariusz jest taki, że mimo podnoszenia stóp i redukcji bilansu inflacja nie spadnie. Ja jestem optymistą i zakładam, że ta operacja się powiedzie. Odbicie na rynkach może chwile potrwać, ale nie sądzę, żeby miało kształt litery V, tak jak było po wybuchu pandemii.

Niektóre prognozy zakładały, że stopy w USA wzrosną o 75 pkt baz.

Fed uznał, że mocniejsza podwyżka byłaby zbyt agresywna, nie chciał dolewać oliwy do ognia. Kluczowy dla inwestorów będzie poziom docelowy. Krzywa oczekiwań zakłada około 2 proc. na koniec 2022 r. lub jeszcze wyżej i około 3 proc. na koniec 2023 r.

Stopy zwrotu na giełdach od początku roku, patrząc na główne indeksy, są mocno ujemne. Czy wojna wywołana przez Rosję, covid w Chinach mocno ciążą rynkom akcji?

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści parkiet.com za pół ceny

KUP TERAZ

Te czynniki są bardzo ważne w kontekście tempa powrotu inflacji do celów inflacyjnych banków centralnych. Czynnik covidowy przekłada się na zaburzenie łańcuchów dostaw, zwiększając presję inflacyjną. A wojna skutkuje wzrostem cen surowców energetycznych. Natomiast warto też odnotować akcent optymistyczny: od roku 1977 rok 2022 jest trzecim rokiem, w którym spadają jednocześnie ceny akcji i obligacji. Tak było w 2015 r. i 2018 r. Pozytywne jest, że to się nie zdarzało przez kolejne dwa lata, więc 2023 r. może być dobry. Co więcej kolejny rok po takiej sytuacji był dosyć dobry dla aktywów ryzykownych, zwłaszcza amerykańskich. Ale te analogie wcale nie muszą zadziałać.

Niektórzy eksperci sądzą, że warto zainteresować się obligacjami: w USA ich rentowność sięga 3 proc., w Polsce przekracza 6 proc...

Z rządowymi obligacjami bym się wstrzymał. Rządy wychodzą po kryzysach z gigantycznym nawisem długu. A stopy procentowe rosną, co zwiększa koszty obsługi długu. Ciekawie natomiast wygląda dług korporacyjny, nawet w Polsce. Jest możliwa do osiągnięcia rentowność na poziomie 10 proc., czyli pozwalająca z grubsza chronić przed inflacją. Gdybym miał dziś wybierać akcje czy obligacje skarbowe, mimo wszystko postawiłbym na akcje spółek również z rynków zagranicznych. Spółek, które są na tyle silne, żeby móc przerzucać inflację na klientów.

Czyli portfel bazujący na akcjach, ale mocno zdywersyfikowany?

Tak. Jeśli spojrzymy na wyceny np. w USA, to indeksy spadły tam o 10–15 proc., ale wiele spółek zostało przecenionych znacznie mocniej, o 40–60 proc. Z ich biznesem nic złego się nie stało, to nie są bankruci, zostały po prostu przecenione na bazie wzrostu kosztu kapitału. To czas na spokojną akumulację. Myślę, że rynek amerykański – z powodu geopolitycznego – powinien w przyszłości pokazać siłę.

A co z polskim rynkiem? Dziś (czwartek – red.) jest posiedzenie RPP, zapewne będzie kolejna podwyżka stóp. Wcześniej na takie ruchy dobrze reagowały banki, ale sytuacja się odwróciła. WIG-banki od początku roku spadł o ponad 30 proc, czyli o 10 pkt proc. więcej niż WIG...

Wskaźnik ceny do zysku na naszym rynku jest w okolicach 7–8. Wydaje się atrakcyjny, ale biorąc pod uwagę obecną sytuację (m.in. wojna w Ukrainie, poziom WIBOR) i wymaganą stopę zwrotu przez inwestorów, ten poziom C/Z może być całkiem uzasadniony. A jeśli chodzi o banki, to wysoki WIBOR tnie w dwie strony. Spowolnienie gospodarcze jest pewne, pytanie tylko jak duże. Banki będą musiały zawiązać duże rezerwy, pogorszą się ich wyniki. Do tego dochodzi mocna presja regulacyjna w tym sektorze. kmk