Teraz zmienię proporcje – mniej będzie o podatkach, więcej o idei. Choć tamten artykuł nadal jest aktualny!

Wprowadzenie

Cała klasa inwestycji alternatywnych, nadal trochę po macoszemu traktowana w Polsce jako pomysł na zarabianie czy pomnażanie oszczędności w finansach osobistych, nigdy nie została do końca zdefiniowana. O ile rynek kapitałowy czy szeroko rozumiany rynek finansowy podąża utartymi ścieżkami od dziesiątków lat, o tyle w dziedzinie inwestowania w pasje (tzw. aktywa emocjonalne) nigdy żadnych granic nie da się wyznaczyć. Przykładem mogą być doniesienia medialne z ostatnich miesięcy o rynku dzieł NFT, który rozwija się dynamicznie i stanowi przyszłość dla inwestujących w szeroko rozumianą sztukę. Wydaje się więc, że możliwości w zakresie inwestycji kolekcjonerskich są nieograniczone.

Nie zamierzam jednak w tym artykule bujać w obłokach i snuć wizji z pogranicza science fiction. Chciałbym na prostych przykładach pokazać, że alternatywą czy uzupełnieniem klasycznego portfela inwestycyjnego mogą być przedmioty łatwo dostępne, niewymagające szczególnie wyrafinowanej wiedzy czy specjalnego miejsca do przechowywania. Na łamach „Parkietu" często goszczą artykuły dotyczące inwestowania w malarskie, motoryzacyjne czy numizmatyczne perełki. To jednak propozycja dla wybranych – zabytkowy samochód musi stać w garażu, zaś złote numizmaty lub dzieła sztuki wymagają zwiększonych środków bezpieczeństwa. Tymczasem są takie inwestycje kolekcjonerskie, które możemy położyć w szufladzie lub na półce, bez obawy, że ktoś niepowołany się nimi zainteresuje.

Tzw. inwestycje emocjonalne mają więc jedną podstawową zaletę – każda z nich, nie wiem jak dziwna i wymyślna w swej formie, ulokowana jest na ściśle sprecyzowanym, a często bardzo wąskim rynku. To z punktu widzenia klasycznego podejścia do inwestowania pewna wada, bo nie jest łatwo znaleźć „giełdę" na której dokonamy sprzedaży w dowolnym momencie. Ma to jednak również swoje dobre strony – to co dla nas i wąskiej grupy zbieraczy jest niezwykle cenne, dla laika może się wydawać nic nieznaczącym rupieciem (uwaga, zaleta – bezpieczeństwo!). Ostatnio opisywany przez media przypadek kradzieży zabytkowej Syrenki pokazuje, że inwestycje alternatywne mogą być narażone na ryzyko całkowitej utraty, ale tylko w przypadku, gdy wiedza o wartości przedmiotu jest bardzo popularna. Nie namawiam więc do inwestowania w przedmioty, których musimy strzec jak oka w głowie.

No i na koniec jeszcze jedna zaleta inwestycji kolekcjonerskich: w czasach wzmożonej inflacji ceny niektórych przedmiotów cały czas rosną. Jeśli więc dobrze wytypujemy obiekt naszej inwestycji, weźmiemy pod uwagę, że się nie zdezaktualizuje, nie przestanie być modny, nie straci właściwości użytkowych i za kilka lat będzie rodził podobne pożądanie na rynku, możemy być pewni, że zainwestowane pieniądze, jeśli nie przyniosą zysku grubo ponad inflację realną, to na pewno utrzymają swoją wartość.

Czytaj więcej

Nie każdy trunek ma wartość inwestycyjną. Trzeba wybierać wina z uznanych winnic i najważniejszych w
Dobry trunek w kolekcji inwestora

Nowe atuty prawnopodatkowe

Warto zwrócić uwagę na nowe rozwiązania podatkowe odnoszące się do osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, które jeszcze bardziej poszerzyły furtkę dla osób inwestujących alternatywnie na tzw. rynku rzeczy używanych. Chodzi tu o rzeczy, których sprzedaż została wyłączona z opodatkowania w ustawie PIT (patrz. art. 10 ust. 1 pkt 8 lit. d), w związku z ich nabyciem co najmniej pół roku przed datą odpłatnego zbycia.

Od kwietnia 2018 roku wprowadzono zwolnienie z obowiązku rejestrowania działalności gospodarczej osób, które prowadzą działalność zarobkową, ale przychody z niej osiągane nie przekraczają miesięcznie wartości połowy minimalnego wynagrodzenia. W 2022 roku jest to kwota 1505 zł miesięcznie. Co interesujące, ustawa o PIT w art. 20 ust. 1ba zaliczyła przychody z tzw. działalności nierejestrowanej do innych źródeł, co sprawiło, że wyjątek dotyczący sprzedaży rzeczy używanych, o którym mowa w art. 10 ust. 1 pkt 8 lit. d), ma nadal zastosowanie jedynie do działalności gospodarczej podlegającej rejestracji z definicji. Systemowa wykładnia przepisów podatkowych oraz przepisów ustawy – Prawo przedsiębiorców wskazuje na ten moment, że zwolnienie dla rzeczy używanych ma się dobrze, nawet po wprowadzeniu przepisów o działalności nierejestrowanej, która działalnością gospodarczą ex lege nie jest.

Powyższe oznacza, że znikają w działalności inwestycyjnej, w której osiągamy określone przychody (w 2022 roku rzeczone maksymalnie 1500 zł miesięcznie), niebezpieczeństwa zakwalifikowania tej naszej aktywności zarobkowej do działalności gospodarczej, co w latach wcześniejszych rodziło ryzyko niemożności korzystania z wyłączenia z opodatkowania przychodów ze sprzedaży tzw. rzeczy używanych. To sprawia, że dla większości tzw. inwestycji kolekcjonerskich – jeśli przestrzegać będziemy opisanych warunków kwotowych – nie powinno wystąpić ich opodatkowanie w podatku dochodowym od osób fizycznych. To z kolei nadal pozwala podtrzymać pogląd, że są one alternatywne również w wymiarze fiskalnym.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści parkiet.com za pół ceny

KUP TERAZ

Czytaj więcej

Rynek sztuki (malarstwo i rzeźba), numizmaty, diamenty, zabytkowe samochody, inwestycyjne wina i whi
Prawdziwy kolekcjoner odda wszystko, żeby kupić obiekt swojego pożądania

Przykłady i praktyka

Przykładów na inwestycje kolekcjonerskie są setki. Nie sposób tu omówić lub choćby wymienić nawet części, poczynając od najbardziej banalnych numizmatów czy znaczków pocztowych, a skończywszy na jakichś oryginalnych, może nawet absurdalnych takich jak... samolotowe torebki papierowe dla osób z kłopotami żołądkowymi! Tak, tak, są takie kolekcje, a ja osobiście widziałem jedną w Nederlands Oppenluchtmuseum w Arnhem. To świetny pomysł na inwestycję praktycznie bezkosztową. Wystarczy dużo latać i zbierać darmowe torebki rozdawane na pokładach różnych linii lotniczych. Oczywiście stworzenie takiej kolekcji i uczynienie z niej czegoś naprawdę wartościowego wymaga sporej wyobraźni i cierpliwości, jednak ten ostatni przykład pokazuje, gdzie kończą się, a może i zaczynają, sposobności inwestycyjne.

W zasadzie każdy człowiek ma w sobie coś ze zbieracza. Gromadzenie, które w codzienności sprowadza się często do zagarniania zupełnie niepotrzebnych rzeczy, może mieć wymiar istotnej wartości. Jakże wymiernej, gdy nasze emocje związane z sentymentem do pewnej kategorii przedmiotów znajdą uznanie innych. To bowiem na styku naszych autentycznych pasji i ciekawości innych powstaje silniejsza niż zwykle potrzeba posiadania, która generuje zysk. Gdy w dzieciństwie bawiłeś się żołnierzykami z kolegą, miałeś z tego po prostu frajdę, lecz gdy po 40 latach pokazujesz mu pudełko z tymi samymi figurkami, skala emocji jest podobna do tej, która towarzyszy nam w czasie kupowania akcji na końcu hossy. Inni mają, ja też chcę! Zresztą... Te emocje można lokować w niektórych przypadkach zarówno w akcje, jak i w produkty, czego przykładem są słynni producenci napojów. Inwestycją będzie więc nie tylko gromadzenie udziałów w spółce, ale i puszek czy butelek naszego ulubionego napoju (najlepiej pełnych). Zasada niewkładania wszystkich jajek do jednego koszyka sprawdza się tu znakomicie, a paradoksalnie może nam pomóc w skrajnym przypadku: gdy spółka produkująca napoje upadnie, a my mamy unikalną butelkę produkowanego przez nią smakołyku, jest szansa, że nasze „koszyki" po latach szczęśliwie się zrównoważą.

Jak więc widać, inwestowanie kolekcjonerskie ma wiele twarzy. Od zbieractwa, któremu zwykle towarzyszą same wydatki, po spektakularną, choć często trudną do zdefiniowania wizję. Ale nie tylko ta wizja jest tu istotna, bowiem ważne jest, abyśmy w danej dziedzinie byli specjalistami i mieli wiedzę, która nas wyróżnia. Może to być wiedza zawodowa, którą z kolekcjonowaniem powiążemy niejako przypadkowo (np. można kolekcjonować używane narzędzia stolarskie, będąc stolarzem), albo wiedza zdobywana w czasie wolnym, gdy zajmujemy się naszym hobby (słuchałeś muzyki, masz sprzęt i stare płyty). A co jest w tym wszystkim uniwersalne, to to, że każdy z nas specjalizuje się w czymś innym lub ma odmienne zainteresowania, więc w każdym z nas drzemie potencjał do takiego inwestowania.

Ja od dzieciństwa lubiłem sklejać modele redukcyjne. W latach 80. dostępne były głównie czechosłowackie i NRD-owskie, średniej jakości, za to w ładnych pudełkach. Niestety – choć nadal interesuję się modelarstwem, zbieram i sklejam namiętnie, tamtych modeli już nie mam. Przepadły. Teraz na portalach aukcyjnych widzę, że ich ceny osiągają wartości kilkusetzłotowe, w zależności od stanu zachowania pudełka. Ale modele do sklejania to też dobry przykład na wartościowanie naszej inwestycji kolekcjonerskiej, bo możemy znaleźć modele za kilkanaście złotych sztuka, ale też i takie, których cena sięga kilku tysięcy. Za nowy, sklepowy, egzemplarz, którego wartość w przyszłości raczej tylko wzrośnie.

Przykład związany z modelarstwem jest na tyle uniwersalny, że można posłużyć się nim w szerszej, uniwersalnej skali, aby pokazać nie tylko zalety, ale i wady inwestycji kolekcjonerskich. O kilku już wspomniałem – trzeba się na danej dziedzinie znać i trzeba pamiętać, że nie wszystko i nie zawsze zdrożeje. Trochę tak, jak na giełdzie – nawet w czasie hossy zdarzają się spółki, które tanieją lub akcje zamieniające się w bezwartościowe, acz symboliczne kawałki papieru. Inwestując w kolekcje, musimy pamiętać o trudnościach ze zbyciem (kto kupi od nas rzeczoną kolekcję papierowych torebek?), o sposobie przechowywania (nawet w mieszkaniu musi być staranny), ale też o tym, co jest w procesie inwestycyjnym chyba najważniejsze – o momencie zakupu. Istnieją bowiem rzeczy, na które moda czy sentyment równie szybko przychodzi co gaśnie. Rzeczy, które nagle stają się kultowe, a za kilka lat kult ten jakby zanika. To oczywiste ryzyko, którego można uniknąć.

W tym miejscu pojawia się bowiem kolejna zaleta inwestycji kolekcjonerskiej: inwestycja w pozornie bezwartościową rzecz może obrócić się w przysłowiowe złoto (patrz przykład papierowych torebek). Cała przewaga naszego wyboru i zakupu może bowiem skoncentrować się na przedmiotach, które albo stały się niemodne czy „niechodliwe" w danym momencie, albo w indywidualnych przypadkach mają stosunkowo atrakcyjną cenę. Poszukiwanie na rynku czy na portalach internetowych perełek, które sprzedający traktują jak śmieć, jest nie tylko ekscytujące, ale może być szansą do świetnego zdyskontowania okazji. Nie ukrywam, że obecnie większość modeli kupuję poniżej ceny rynkowej od osób, które same porzuciły modelarstwo lub dostały nietrafiony prezent. Czasem taki model może przynieść 100-proc. zysk w kilka tygodni.

Zakończenie

Zdaję sobie sprawę, że w tak krótkim artykule nie omówiłem wszystkich aspektów alternatywnego inwestowania w kolekcje. Myślę jednak, że warto się zainteresować tym szczególnym „koszykiem" dla naszych oszczędności nawet w stopniu minimalnym, już choćby dlatego, że kupując dziecku zabawkę czy grę, możemy mieć nadzieję, że odłożona w kąt po kilku tygodniach, zostanie przez nas, rodziców, starannie zapakowana w pudełko i również odłożona, ale na kilka lat. Klocki, kolejki, lalki czy misie, oczywiście jeśli mają w sobie choćby nutkę wyjątkowości i nie są kiepsko wykonanym produktem masowym, maja szansę przynieść nam dochód po latach tak zaskakujący, że może stanowić inspirację. Mniej przekonanych odsyłam na pobliski targ staroci lub wyprzedaż garażową. Przy małym ryzyku 100-proc. zysk jest na wyciągnięcie ręki, w dodatku bez podatku.

Ci zaś, którzy na mój artykuł spoglądają poważniej, niech mają świadomość, że inwestycje w sztukę przez duże S, czy numizmaty przez duże N, mogą mieć swoją alternatywę dla mas. Przecież dawanie przedmiotom drugiego lub trzeciego życia, zachowywanie zapisanej w nich symboliki dnia współczesnego, może mieć zupełnie przypadkowo wymiar finansowy. W czasach, w których otacza nas tandeta i taniocha, przedmioty z ukrytą duszą mogą ukrywać również potencjalny zysk. Zastanówcie się nad tym, zanim coś kupicie, a potem to wyrzucicie. Te dwa momenty mogą zadecydować o wejściu w ciekawą inwestycję.

*„Podatkowe niuanse inwestycji kolekcjonerskich", „Parkiet", 28–29 lipca 2012 r., str. 11